Książka

„Harry Potter i Przeklęte Dziecko” – J.K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne

hp1PRZEMEK:

Najbardziej wyczekiwana książka tej jesieni, która swoją nocną premierą po raz kolejny sprawiła, że setki mugoli wyszły na ulice, by poczuć odrobinę magii, do moich rąk trafiła dość szybko i w równie sprawnym tempie została przeczytana. Minęło już trochę czasu, oswoiłem się już z zawartą w niej historią, pora zatem podzielić się przemyśleniami…

Harry Potter to szczęśliwy mąż Ginny i ojciec trójki dzieci w wieku szkolnym: Albusa Severusa, Jamesa i Lily. Obaj chłopcy wybierają się właśnie do Hogwartu i sprzeczają, czy Tiara może jednego z nich przydzielić do Slytherinu, czy jest im stuprocentowo pisany Gryffindor. Na dworcu King’s Cross spotykają też Rona i Hermionę oraz ich córkę a swoją kuzynkę, Rose Granger-Weasley.

Podczas, gdy dorośli zajęci są (jak zawsze) „ważnymi sprawami” – wszak praca w Ministerstwie Magii do takowych zobowiązuje – dzieci próbują w pociągu znaleźć odpowiedni dla siebie przedział. W ten sposób poznają kolejnego młodego bohatera tejże opowieści, Scorpiusa.

14543801_1337751719582844_686314322441601194_o

Dość szybko czytelnik orientuje się, że główny wątek książki dotyczy właśnie owego Przeklętego Dziecka. I z jednej strony – dostrzegamy Scorpiusa, o którym chodzą opinie – zdaniem Draco Malfoya bardzo kłamliwe – jakoby był synem Voldemorta. Z drugiej strony – Albus Potter z „pomocą” Tiary Przydziału trafia do Slytherinu (powiedziałbym, że wykrakali ten fakt, ale Krukoni nie mieli z tym nic wspolnego. Przynajmniej nie oficjalnie ;)), co już samo w sobie brzmi kuriozalnie. Chłopak czuje się przez ojca traktowany niesłusznie, niczym… przeklęty. Kiedy obaj chłopcy postanawiają połączyć siły w – ich zdaniem – słusznej sprawie, naprawdę strach się bać…

Autorzy (bo tym razem to już nie zasługa samej J.K. Rowling) dali czytelnikom to, na co Ci czekali – fascynującą kontynuację, będącą po raz kolejny opisem walki dobra ze złem, umiejscowioną w jak najbardziej znanym nam świecie. Ba, nawet bardziej znanym, niż mogłoby się wydawać ;)

Jedna uwaga – niech Was nie odstrasza fakt, że jest to zapis scenariusza, przez co forma graficzna nijak nie przypomina powieść. Przeczytaliście „Hamleta”? To wyobraźcie sobie, o ile przyjemniej przeczytać w ten sposób Pottera? W dodatku bez rymów, za to z dużą dawką humoru, nieraz magicznie skrytego w jednej czy drugiej aluzji ;)

Jeśli zastanawiacie się, czy po przeżytej już dobre parę lat temu cudownej przygodzie w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart naprawdę warto wracać na „stare śmieci”, odpowiadam – zdecydowanie. Choćby po to, by ponownie poczuć magiczny klimat. Po to, by wyrobić sobie inne zdanie o niektórych postaciach. By lepiej (lub w ogóle) zrozumieć ich motywację. By odnaleźć dobro nawet tam, gdzie się go nie spodziewamy…

Gdy piszę te słowa, minęło dopiero kilka dni od premiery, a zarazem od lektury, ale jestem przekonany, że do tego tomu z pewnością wrócę. Nie tylko po ponownym przeczytaniu siedmioksięgu, ale z pewnością także wcześniej. Czuję, że w Hogwarcie, jak i w historii „Przeklętego Dziecka” i pozostałych bohaterów jest jeszcze wiele do odkrycia ;) Gdy Wy czytacie te słowa, zdążyłem się już wielokrotnie zderzyć z opinią innych, że książka ta ich… rozczarowała. Cóż – ja swojego zdania nadal nie zmieniam, a i Was zachęcam, byście po prostu dali Harry’emu i innym szansę i sami się przekonali, czy przeklęte jest tylko dziecko, czy też cała książka ;)

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
gorąco dziękujemy Wydawnictwu Media Rodzina.

Autor książki: Joanne K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne
Tytuł książki: Harry Potter i Przeklęte Dziecko
Tytuł oryginalny: Harry Potter and the Cursed Child
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Piotr Budkiewicz
Liczba stron: 368
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: Fantasy
Forma: Scenariusz
Rok pierwszego wydania: 2016
Rok pierwszego polskiego wydania: 2016

Sprawdź także: