„Maks idzie do przedszkola” – Christian Tielmann

15 marca 2018

Maks_idzie_do_przedszkola_okładka01BASIA:

Bardzo popieram oswajanie różnych sytuacji przez książki. Tytułowa książeczka stara się to zrobić, jednak trochę nieudolnie.

Przedszkole to fajna sprawa – zarówno dla dzieci, jak i dla rodziców – ale kiedy przedstawione jest w takiej hurraoptymistycznej wersji, to zamiast pomóc, może zrobić więcej krzywdy niż pożytku.

Maks przychodzi do przedszkola i ma NOWE, nowe, nowe, wszystko ma nowe, oprócz starszego brata. Podtekstowy komunikat jest następujący: pójdziesz do przedszkola, to będziesz miał wszystko nowe. Przychodzi do przedszkola z mamą, rozbierają się i przechodzą do sali bawialnej, w której dzieci jedzą swoje kanapki ze śniadaniówek. Po pierwsze – obecnie sala jadalna jest osobno, po drugie – najczęściej jest kuchnia lub catering i jedzenie przygotowywane jest na świeżo, a wszystkie dzieci mają to samo. Pomijając jednak kwestie sanepidarno-kulinarne i idąc dalej, dzieciom w pierwszy dzień w przedszkolu trudno się z rodzicami rozstać. Tymczasem nasi bohaterowie – co jest nierealne i niedorzeczne jak dla mnie – mówią „możecie już iść” do rodziców. Potem dzieci bawią się, nie bardzo się zgadzając i to jest najlepszy fragment tej bajki: sytuacje sporu między dziećmi o zabawki i o to, w co się bawić to sytuacje, które zdarzają się na porządku dziennym w przedszkolu.

Następnie, kiedy ponownie pojawia się posiłek, mamy takie zdanie: „nakładanie jedzenia zawsze zaczyna najmłodszy przedszkolak albo przedszkolaczka”. Przecież to aż w oczy kłuje i nie da się tego wymówić. W języku polskim chyba nie istnieje takie słowo. Rozumiem zamysł uwzględnienia dziewczynek, ale tutaj niestety nie bardzo trafiony. Poza tym dzieci same nie nakładają sobie jedzenia – robi to pani. Jeśli takie zwyczaje panują za granicą, to książka – aby dalej spełniać swoją edukacyjną rolę pomocy rodzicom – powinna zostać dostosowana do polskich realiów. Następnie jest toaleta, a potem dzieci rysują, by iść na drzemkę – i to jest wspólne z większością przedszkoli, ale… potem nagle przy głównym bohaterze siedzi mama. Średnio realne, tam gdzie dzieci śpią raczej rodzice nie wchodzą. Może to rodzić oczekiwania w dziecku, aby po wstaniu też zobaczyć mamę. Książka kończy się tym, że w jeden z weekendów przedszkole organizuje jakby integracyjny spacer dla rodziców i dzieci. Super pomysł i świetna sprawa, bardzo bym chciała, aby coś takiego było w każdej placówce. Nauczyciele przedszkola z bajki przygotowują drogę do skarbu – wszystko fajnie, szkoda jedynie, że skarbem muszą być… słodycze. Czepiam się? Powiedzcie to rodzicom, których dzieci cierpią na alergię, są uczulone na orzechy, czekoladę, mają celiakię, a takich dzieci jest coraz więcej.

Osobiście – jako matka przedszkolaka i jako pedagog – odradzam, na rynku jest kilka lepszych pozycji na ten temat.

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
gorąco dziękujemy Wydawnictwu Media Rodzina.

Autor książki: Christian Tielmann
Tytuł książki: Maks idzie do przedszkola
Tytuł oryginalny: Max geht in den Kindergarten
Język oryginalny: niemiecki
Tłumacz: Emilia Kledzik, Bronisław Kledzik
Liczba stron: 24
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: Dziecięca
Rok pierwszego wydania: 2016
Rok pierwszego polskiego wydania: 2017

Related posts:

"Poza sezonem" - Jørn Lier Horst
"Martwe ciała" - Waldemar Ciszak, Michał Larek
"Kicia Kocia w bibliotece" - Anita Głowińska

No Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>