„Ludzie z wysp” – Elizabeth Gilbert

11 lutego 2016

ludzie-z-wysp-b-iext3660635Po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że chyba powinienem ignorować opisy z okładek. Po lekturze tego na „Ludziach z wysp” wywnioskowałem, że to powieść typu „Romeo, Julia i homary”. Kiedy zacząłem już czytać książkę, dość szybko się okazało, jakże mylne wyobrażenie miałem o tej historii.

Elizabeth Gilbert na samym wstępie przedstawia nam historię dwóch, małych wysp: Fort Niles i Courne Haven. I niech nie zrazi Was przynudnawy początek, bo opowieść, którą poprzedza, jest warta tej odrobiny cierpliwości, a ukazuje klimat i otoczenie, w jakich w 1958 roku przyszła na świat główna bohaterka, Ruth Thomas. Pozbawiona matki, która ich zostawiła, mając za ojca Chciwca Numer Dwa – jednego z bardziej pazernych poławiaczy homarów – całe dnie spędza u sąsiadki-wdowy, pani Pommeroy, mającej siedmioro synów, z których żaden nie wygląda na aspirującego poławiacza.

Homary to niemal cały świat mieszkańców obu, skłóconych ze sobą wysp. Odławiają je na potęgę, wszczynając między dwoma nacjami wielokrotnie „wojny homarowe”, kończące się niekiedy ofiarami w ludziach. Dziadek Ruth, nie widząc tu przyszłości dla wnuczki i chcąc dla niej jak najlepiej, bez pytania dziewczyny o zdanie umieszcza ją w odległej szkole z internatem. Mijają lata, Ruth o wiele dojrzalsza wraca w rodzinne strony, do ojca. Tu zaś czeka ją przygoda, o jakiej nigdy nawet nie śniła.

Historia Ruth Thomas sama w sobie jest banalna i można by ją streścić w kilku słowach. Paradoksalnie jednak, dość szybko orientujemy się (a przynajmniej powinniśmy), że tło jest pierwszym planem i odwrotnie. Co to oznacza? Ruth i jej perypetie to tak naprawdę wątek poboczny, pozwalający jednak połączyć ze sobą wszystkie rozsypane elementy. Głównym motywem tak naprawdę jest opowieść o dwóch, skłóconych wyspach, ukazanych na przestrzeni lat, w retrospekcjach z życia przodków Ruth, jak i ludzi żyjących do tej pory: biednych i bogatych, miłych i gburowatych…

I choć do tej pory Elizabeth Gilbert kojarzyła mi się jakoś z literaturą kobiecą, to po lekturze „Ludzi z wysp” (oraz „Wielkiej magii”, o której opowiem już wkrótce) jestem przekonany, że byłem w błędzie. Ta książka przypadnie do gustu każdemu, kto lubi dobrą powieść obyczajową, w której to nie akcja, a wszystko inne ma kluczowe znaczenie. Nawet ciosy zatopionego słonia. I – rzecz jasna – homary.

Recenzja książki jest efektem współpracy z
takczytam

Autor książki: Elizabeth Gilbert
Tytuł książki: Ludzie z wysp
Tytuł oryginalny: Stern Men
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Anna Bernaczyk
Liczba stron: 416
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: Literatura zaagraniczna
Forma: Powieść
Rok pierwszego wydania: 2000
Rok pierwszego polskiego wydania: 2009

Related posts:

"Brudna gra" - Nikodem Pałasz
"Nie ma innej ciemności" - Sarah Hilary
"W lesie" - Nele Neuhaus

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>