„Huczy jak w ulu” – Magdalena Kiełbowicz

21 maja 2019

BASIA:

Świetna książka dla dzieci. Najlepiej aby była czytana z rodzicami.

Główna bohaterka to ośmioletnia dziewczynka o imieniu Ula. Wraz z mamą, tatą, rocznym bratem nazywanym Słodkim i psem Rufusem mieszkają w kamienicy przy Makowej. W tejże kamienicy mieszkają także babcia, dziadek i pradziadek, a także brat mamy, który wędruje po świecie. Mają dosyć specyficznych sąsiadów, jak słynna aktorka, biedny szewc, który wcale biedny nie jest i pani, która wszystko wie. Przy Makowej bardzo dużo się dzieje. Dlatego huczy jak w ulu. Ula nosi okulary, uwielbia czytać, lubi słodycze, a w przyszłości chce zostać badaczką lwów i dyrektorką ogrodu zoologicznego. Zwyczajne, nadzwyczajne dziecko – jak każdy z nas w dzieciństwie.

Książka pełna jest przeróżnych historyjek, widzianych oczyma dziewczynki. Informacje przefiltrowane przez jej perspektywę to nietypowe przedstawienie codziennych, normalnych zdarzeń. W oczach dziecka jednak wszystko ma znamiona magii. Powiedzenia i frazeologizmy w dosłownym odbiorze brzmią śmiesznie.

Ważniejsze jednak od tego, co się dzieje, jest to, jak te historie się kończą, jak ludzie na nie reagują. Oprócz przyjemnych i oczywistych tematów w tym wieku, jak przyjaźń czy zabawa, autorka pokazuje także te trudne – jak starość, rozwód czy śmierć rodzica, jak walka ze znęcającymi się nad słabszymi, bezdomność, wygasające zawody. Oczywiście każdemu z nich poświęcony jest akapit albo dwa, czasem strona – ale to i tak dużo.

Książkę czyta się naprawdę szybko. Ma mnóstwo fragmentów, przy których nie sposób się nie uśmiechnąć: raz ze śmiechu, raz nostalgicznie, raz z rozmarzeniem.

„Patrzył przez tę szklankę na babcię, wiec od razu dostał buziaka, a Ksaweremu trzeba było tłumaczyć że dwie połówki tego samego owocu to ludzie, którzy mieli szczęście, że się spotkali, bo świetnie się ze sobą dogadują i bardzo się kochają.”

„Starość jest bardzo podobna do dzieciństwa, chociaż dzieli je całe życie. I dziadek i Słodki lubią książki z obrazkami, chrupki kukurydziane i słodycze. Obaj noszą pieluchy i nie najlepiej chodzą, mają mało zębów i trzeba im dawać witaminy.”

„W hucie hartuje się stal – to znaczy, że poddaje się ją różnym zabiegom, dzięki którym jest później twarda i wytrzymała. Nie łamie się, nie psuje, może dużo znieść i bardzo się przydać. Każdy człowiek ma swoją hutę, czasem nawet niejedną. Moja to talerz z rosołem i piaskownica. Nic tak nie hartuje cierpliwości jak porcja rosołu. Mama uważa, że mam przede wszystkim inne zalety, ale nie sprawdzałam.”

Polecam serdecznie!

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
gorąco dziękujemy Wydawnictwu Znak.

Autor książki: Magdalena Kiełbowicz
Tytuł książki: Huczy jak w ulu
Język oryginalny: polski
Liczba stron: 190
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: Dziecięca, młodzieżowa
Forma: Powieść
Rok pierwszego wydania: 2019

Related posts:

"Trupów hurtowo trzech" - Antologia
"Kolorowy potwór" - Anna Llenas
"Mikołajek. Jak to się zaczęło" - Jean-Jacques Sempé, Rene Goscinny