„Od razu wiedziałem, że to musi być kryminał” – wywiad z Geirem Tangenem

18 marca 2017

GT-av-Haakon-NordvikPRZEMEK:

O jego kryminale „Maestro” robi się coraz głośniej. Na co dzień jednak, oprócz pisania książek, zajmuje się… ich recenzowaniem – o ile to oczywiście kryminały, bo ten gatunek interesuje go najbardziej. Zawodowo nauczyciel, po godzinach najbardziej znany norweski bloger książkowy, od niedawna pisarz. Postanowiłem porozmawiać z Geirem Tangenem na temat jego życia i twórczości – zapraszam do lektury wywiadu :)

1. Jesteś norweskim blogerem książkowym, specjalizującym się w kryminałach. Kiedy odkryłeś, że być może powinieneś spróbować i napisać własną powieść w tym gatunku?

Od zawsze uwielbiam pisać. Kiedy byłem małym dzieckiem, pisałem fikcyjne opowiadania dla moich przyjaciół, by ich zabawiać. Odkąd pamiętam, moim marzeniem było pisanie opowieści, które ludzie będą czytać z zaciekawieniem, ALE… Nigdy nie zrobiłem nic w związku z tym marzeniem, dopóki moja żona nie zaczęła znienacka pisać swojej pierwszej powieści. Zdecydowaliśmy wówczas – to były letnie wakacje 2011 roku, na Riwierze Francuskiej – że powinniśmy wykorzystywać nasz wolny czas na pisanie. Od razu wiedziałem, że to musi być kryminał, ponadto miałem w mojej głowie pomysł, skrywany od czasów, gdy miałem dwadzieścia lat. Jeśli więc chodzi o mój debiut – „Maestro” – to ziarno zostało zasiane właśnie w tamte wakacje.

2. Viljar Ravn Gudmundsson, twój główny bohater, to dziennikarz o tajemniczej przeszłości i niepewnej przyszłości. Dlaczego zdecydowałeś się nie kreować głównego bohatera jako funkcjonariusza policji, jak to często bywa w kryminałach?

Pracowałem jako dziennikarz-freelancer w Haugesunds Avis przez kilka lat i wiem, jak dziennikarze myślą i zachowują się – oto powód. Potrzebowałem też jednak policyjnego oka w mojej opowieści – i w tym celu stworzyłem Lotte Skeisvoll. Ta dwójka bohaterów może dać wspólnie czytelnikom ogląd na sprawę z różnych perspektyw. W mojej mającej niebawem premierę powieści „Łamacz serc”* oboje z nich z pewnych powodów wyprowadziłem poza biura – jednym z nich jest chęć zmuszenia mnie do myślenia także z innej perspektywy.

3. Poza tym, że jesteś blogerem, jesteś także nauczycielem. Jak Twoi uczniowie i inni nauczyciele z Twojej szkoły zareagowali na ten fakt?

Jaki fakt? Że jestem autorem, czy że jestem blogerem? Cóż… Odpowiedź jest taka sama, więc bez różnicy, co miałeś na myśli. Moi uczniowie i koledzy dopingują mnie, są dla mnie inspiracją od samego początku. Zresztą nie tylko oni, ale całe Haugesund wspiera mnie w moim pisarskim projekcie. Wygląda na to, że brakowało im kryminalnego bohatera w mieście.

maestro4. Jak twój debiut literacki zmienił twoje życie? Stałeś się w Haugesund sławny? Łatwiej czy trudniej żyć teraz w małym mieście?

Tak, tu w Haugesund nie mogę iść na zakupy lub usiąść spokojnie w kawiarni, nie będąc zaczepionym przez kogoś, kto che się przywitać i porozmawiać o „Maestrze”. Lokalne media pisały o moim sukcesie przez ostatni rok i naprawdę nie mam pojęcia, co już powiedziałem w wywiadach, a co nie. Ale jestem wdzięczny, że wszyscy wspierają mnie na mojej drodze. Nie jestem nieśmiały, więc nie mam nic przeciwko ludziom, którzy chcą ze mną porozmawiać. Jeśli jednak pojadę do Oslo, jestem tam wciąż nierozpoznawalny, więc ta moja sława pozostaje na razie tylko w sferze lokalnej.

5. Niektórzy są zdania, że stworzyłeś coś na kształt skandynawskiego remake’u „Koronkowej roboty” Pierra Lemaintre’a. W moim odczuciu to są dwie zupełnie różne historie, ale… wiedziałeś o tej książce, pisząc własną?

„Koronkowa robota” czy „Irene” (jak brzmi norweski tytuł książki) została wydana w Norwegii w tym samym miesiącu, co mój „Maestro”, a mój francuski jest o wiele gorszy od mojego norweskiego ;) A tak na poważnie… Nie wiedziałem nic o tamtej książce, dopóki moja agentka nie zadzwonił do mnie w marcu i nie zapytała mnie, czy czytałem książkę Pierre’a Lemaitre’a. Nie miałem pojęcia, dlaczego o to pyta, więc odpowiedziałem, że oczywiście nie. Byłem zaskoczony, kiedy wymieniła podobieństw apomiędzy historiami, ale jedynym słowem, jakie znam po francusku jest „merci” ["dziękuję" - przyp.], więc oczywiście nie przeczytałem tej powieści. Później niektórzy czytelnicy pytali mnie o tę kwestię i zawsze odpowiadałem im tak, jak Tobie. Oni jednak zauważyli, że mogłem przeczytać książkę po angielsku, bo w tym języku została wydana w 2012. Na moje szczęście, sprawdziłem na swoim komputerze, że pierwszy szkic dotyczący „Maestra” powstał u mnie rok wcześniej. Moja agentka zabroniła mi czytać „Koronkową robotę”, więc tego nie uczyniłem. Czytałem natomiast dwie inne książki w serii o Camille’u Verhoevenie i obie pokochałem.

6. W Twojej książce możemy znaleźć nieco odniesień do mniej lub bardziej znanych skandynawskich kryminałów autorstwa Unni Lindell, Jo Nesbø i innych. Dlaczego zdecydowałeś się umieścić ich powieści jako cichych bohaterów swojej historii?

Ah… Jak już zapewne wiesz, kocham powieści kryminalne, a „Maestro” jest moim sposobem na zabawienie się z tym gatunkiem. Jest w nim wiele krótkich fraz, twistów, zdań, paragrafów, nazw, które są wzięte z książek i seriali kryminalnych, które kocham. Nie tylko skandynawskich, ale to one stanowią większość. Jest to mały ukłon w stronę autorów, których mogę czytać i czytać bez końca. To pewien sposób okazania im szacunku, a zarazem pomysł na zabawę w „szukaj i znajdź” z moimi czytelnikami. Tak samo zresztą czynię w nadchodzących tomach „Łamaczu serc”* i „Tańczącym trupie”*.

Geir-av-Haakon-Nordvik-27. O, możemy zatem spodziewać się kolejnych przygód Viljara Ravna Gudmundssona i Lotte Skeisboll? Nie ukrywam, ale Haugesund wydaje się być miłym miejscem i czytelnicy mogą chcieć wrócić w te okolice – choćby na papierze.

Jak już wspomniałem – TAK! Mój następny kryminał, „Łamacz serc”* ma premierę tu, w Norwegii, w maju 2017 roku, a mój polski wydawca [Wydawnictwo Dolnośląskie - przyp.] kupił już prawa do powieści. Akcja toczy się w Haugesund, kontynuując losy Viljara i Lotte. Trzecia powieść, „Tańczący trup”* nadal jest przeze mnie pisana. Nie wiem jeszcze, czy zostanie wydana w Polsce, ale norweska premiera przewidziana jest na 2018 rok. Jak na razie zaplanowałem jedynie trzy książki w cyklu, ale czas pokaże, czy na tym się skończy.

8. I na koniec… Jeden z bohaterów Twojej powieści nazywa się… Geir Tangen. Dlaczego? I – swoją drogą – nie wiem, czy wiesz, ale w norweskim serialu kryminalnym „Naoczny świadek” („Eyewitness” / „Øyevitne”), wyprodukowanym przez NRK jeden z bohaterów, którego gra Espen Reboli Bjerke, nazywa się… także Geir Tangen! Jak to mawiamy w Polsce: przypadek? Nie sądzę ;)

Hehe… w „Maestrze” bawię się gatunkiem jakbym bawił się odbiciem w lustrze. Wydawało mi się to niezłą zabawą. To jest książka o książce, i nagle okazuje się, że autorem tej drugiej jest… Geir Tangen! Cóż… To prawda, no nie? Ale znów, gdyby odbić wszystko w lustrze, otrzymasz kolejną prawdę, i kolejną… Nawiązując do drugiej części pytania – owszem, widziałem serial i znalazłem w nim swoje nazwisko. Niestety, ten bohater nie jest nazwany na moją cześć ;) Rozmawiałem z twórcą i wydawało nam się nieco zabawne teraz, gdy moje nazwisko staje się coraz bardziej rozpoznawalne, ale wówczas – w 2013, kiedy nagrywano pierwszy sezon – byłem przeciętnym Norwegiem.

* tytuły „Łamacz serc” i „Tańczący trup” to tłumaczenia własne, na potrzeby wywiadu. Nie są to oficjalne polskie tytuły książek Geira Tangena.

Fotografia: Geir Tangen, autor: Haakon Nordvik

Related posts:

"Przekroje: Owoce i warzywa" - Agnieszka Sowińska
"Sekretna kolacja" - Raphael Montes
"Inwazja" - Wojtek Miłoszewski

No Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>