„Pierwsza sprawa” – Ulf Nilsson
Książka / 5 kwietnia 2018

PRZEMEK: Choć z twórczością Ulfa Nilssona nigdy wcześniej nie miałem styczności, to jednak „Pierwsza sprawa” – rozpoczynająca cykl z Komisarzem Gordonem – przykuła moją uwagę natychmiast. Powód był prosty – uwielbiam kryminały i powieści detektywistyczne, ale te napisane z myślą o młodych czytelnikach cenię szczególnie – wszak to na nich być może wychowają się przyszli fani Nesbø, Larssona, Mroza, Horsta, Puzyńskiej, czy kogokolwiek innego wstawicie w to miejsce ;) Jak sugeruje już sam tytuł książki, mamy do czynienia z pierwszą sprawą, jaką czeka naszego głównego bohatera – ropucha, pełnią egoo w lesie zaszczytne stanowisko komendanta posterunku a zarazem komisarza. Gordon na „dzień dobry” zaczyna swoją kryminalną robotę z wysokiego „C”: ktoś ukradł orzechy wiewórce. „Okej” – pomyślcie zapewne – „jeden orzech w tę czy we w tę, zdarza się”. Jasne – ale kiedy mowa o 204 orzechach to, cytując klasyka, „wiedz, że coś się dzieje”… „Pierwszą sprawę” przez ponad tydzień czytałem naszej trzyletniej Zosi na dobranoc – po rozdziale, czasami po dwa. Wciągnęła się w historię o skradzionych orzecha, zlodziejach, wiewiórce i żabie-komisarzu mocno. Rzekłbym nawet, że za mocno – zajarała się na tyle, że umiłowała sobie przedszkolną, pluszową żabę i nie odstępowała jej na krok. Raz nawet, za zgodą…