„Pani Einstein” – Marie Benedict

31 stycznia 2017

Benedict_Pani-EinsteinPRZEMEK:

Co by nie mówić, kim był Albert Einstein wiedzą chociażby w minimalnym stopniu chyba wszyscy (a przynajmniej powinni). O tym jednak, że miał zdolną żonę, nie wie prawie nikt. Postanowiłem zatem przekonać się – jak głosi napis na okładce – „Kim była żona genialnego noblisty”? I tu pojawił się pewien zgrzyt…

Już w pierwszych słowach poznajemy Milevę Marić, naszą główną bohaterkę, a zarazem narratorkę powieści. Razem z nią trafiamy na studia jako jedna z niewielu kobiet – zostajemy zatem przydzieleni do kilkuosobowej grupy mężczyzn. Jednym z nich (a swoją drogą jedynym), który zwraca na nas uwagę, jest niejaki Albert Einstein – nieogarnięty mężczyzna, który – jak odniesiemy chwilami wrażenie – jakimś cudem ślizga się z semestru na semestr. Gdzie zatem ów zgrzyt?

Od chwili, gdy losy Milevy i Alberta zaczynają się łączyć o wiele grubszą, głębszą więzią niż studenckie koleżeństwo, zmienia się też obraz, w jaki postrzegamy Einsteina. Nie chcę przejaskrawiać, ale chwilami można się pokusić o opinię, że facet nie był ani trochę genialny, natomiast Mileva nadrabiała za ich oboje. No, dobra, Albert był geniuszem marketingu bo umiał ładnie sprzedać jej pomysły. Ale czy aby na pewno tak było?

Nie sposób dziś jednoznacznie orzec, które z nich miało większy (bądź jakikolwiek) wpływ na powstanie i publikacje chociażby śmiałych teorii o względności. Perspektywa narzucona przez autorkę, chcącą w jak najlepszym świetle zaprezentować przebywającą dotąd w mroku Milevę nijak nie dziwi, jednak stwarza chyba nieco zgubny obraz sytuacji. Bo oto naszym oczom ukazuje się Albert, jakiego nie znamy: gbur, cham, prostak, buc buców, złodziej i tyran. To tak w skrócie . I nie, nie chcę go bronić w ramach solidarności plemników, nie wiem, jakim był człowiekiem, ale książka moim zdaniem trąci nieco feminizmem i zbyt gloryfikuje Milevę Marić.

Podsumowując… Czy warto ten tytuł przeczytać? Tak – Mileva, nawet jeślibyśmy przesiali trzykrotnie przez sito informacje o niej, wydaje się postacią nietuzinkową, oryginalną, silną i odważną – taką, jakich nam czasem brakuje. Sugeruję jednak podejść do lektury z dystansem – wtedy nawet, jeśli wszystko okaże się kiedyś prawdą, będziemy świadomi tego, że nie uwierzyliśmy na oślep, tylko krzyknęliśmy „Sprawdzam!”.

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
gorąco dziękujemy Wydawnictwu Znak.

Autor książki: Marie Benedict
Tytuł książki: Pani Einstein
Tytuł oryginalny: The Other Einstein
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Natalia Mętrak-Ruda
Liczba stron: 368
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: Biografia/autobiografia/pamiętnik
Forma: Powieść
Rok pierwszego wydania: 2016
Rok pierwszego polskiego wydania: 2017

Related posts:

"Utopce" - Katarzyna Puzyńska
"Pobij swój rekord. Skuteczne treningi od 5 km do maratonu dla ambitnych biegaczy" - Pete ...
"Do trzech razy śmierć" - Alek Rogoziński

No Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>