„Pan Darcy nie żyje”, ale na oku mam już następnego – wywiad z Magdaleną Knedler

23 listopada 2015

12022522_750297915075207_5774636631505863598_o

Zabiła Pana Darcy’ego, a potem uczyniła z tego wręcz komedię kryminalną. Sprawiła, że „Duma i uprzedzenie” po raz kolejny trafiły do rąk wielu czytelników (bo kim, u licha, jest ten cały Darcy?!). Co jeszcze skrywa w sobie Magdalena Knedler?

1. Wiemy, że pomysł na książkę „Pan Darcy nie żyje” pojawił się podczas pisania pracy magisterskiej. A skąd się wziął pomysł na taki, a nie inny temat magisterki?

Ta obsesja ciągnęła się już od dawna. A dokładnie – od dwunastego roku życia. Tyle miałam lat, kiedy powstał serial „Duma i uprzedzenie” z Colinem Firthem. Później moje obsesje się zmiksowały i zaczęłam pożerać całą klasykę, oglądać brytyjskie filmy (choć nie tylko, ale jednak głównie…) i czytać kryminały. Ale o kryminale w pracy magisterskiej nie wspomniałam :) Bardzo długo kombinowałam, jak to zrobić, żeby napisać i o Jane Austen, i o filmach. Wiesz, jak to jest – pracę magisterską teoretycznie (!) pisze się przez dwa lata, zbiera się materiał, myśli się intensywnie itd. A ja nie chciałam, żeby mi się przez te dwa lata nudziło. Nie zamierzałam z mdłościami zasiadać do książek i preparować fragmentów, by później wystukać kilka akapitów, które uznam za swoje. Chciałam stworzyć coś od początku do końca własnego. I to mi się udało (moja praca miała ponad 200 stron). Poza tym jak przyjemnie mi się pisało i zbierało materiały! Mogłam bezkarnie oglądać po tysiąc razy wszystkie filmy i seriale nakręcone na podstawie Jane Austen bez paskudnego wrażenia, że się, mówiąc brzydko, opierniczam, zamiast posprzątać albo się pouczyć. No bo przecież praca magisterska! Sama się nie napisze! Oczywiście katowałam tymi filmami i serialami każdego, kto się nieświadomie podłożył. Na przykład moją mamę, która przy mniej więcej dwusetnym oglądaniu „Dumy i uprzedzenia” z Keirą Knightley powiedziała: „A weź już przestań p..przyć o tym droździe czy innym skowronku, który gdzieś tam w tle śpiewa i tworzy jakąś kompozycyjną klamrę z łąką, stawem czy innym wschodem słońca. Normalny człowiek i tak tego nie zauważy!”. Wszystkim wokół musiało być ze mną ciężko…

2. Zabiłaś już z premedytacją Darcy’ego, czy możemy spodziewać się cyklu kolejnych literackich trupów? Kto będzie następny? Romeo tuż przed sceną balkonową – albo, o zgrozo, zaraz po niej?

Trzeba tutaj podkreślić jedną rzecz :) Ja nie zabiłam Darcy’ego! Zabiłam aktora, którego zaangażowano do roli Darcy’ego. W dodatku dość paskudnego typa, który wszystkich wkurzał i sam się prosił. Ale jeśli mówimy o graniu z konwencją, to oczywiście – chętnie bym poigrała z wizerunkiem kolejnego bohatera literackiego i byłby to… (werble!) ROMEO :) Nie wiem, jak trafiłeś, ale brawo. Mam już nawet pomysł i tytuł, ale wszystko jest spisane na karteczkach i nie wiem, czy kiedyś doczeka się realizacji, bo to byłaby… kontynuacja losów Zoe, Bell i Oscara z powieści „Pan Darcy nie żyje”…

11063849_750298718408460_7873614135052770989_o

3. Czyli doczekamy się kiedyś dalszych losów tej trójki? Co nas czeka – fatum wiszące nad ekipą filmową? Aktorzy wplątani w kolejną intrygę?

Nie mam pojęcia, czy się doczekamy – szczerze mówiąc, kiedy pisałam „Darcy’ego”, miała to być „pojedyncza” książka. A później przyszedł mi do głowy ten Romeo i wymyśliłam zarys fabuły, ale tym razem ulokowanej nie na planie filmowym, tylko podczas prób do „Romea i Julii” odbywających się w małym amatorskim teatrze gdzieś w angielskiej wiosce nad morzem. Rzecz działaby się tuż przed Bożym Narodzeniem, a teatrzyk prowadziłby skompromitowany w przeszłości reżyser z Barbican Centre albo Donmar Warehouse. I przy okazji kumpel Oscara (którego znamy z „Darcy’ego”) ze studiów. No i dalej wiadomo – sprzątaczka znajduje aktora odgrywającego rolę Romea w stanie wskazującym na utratę życia, skompromitowany reżyser dzwoni do Oscara, Oscar zwierza się Bell, Bell zwierza się Zoe, Zoe przeklina i zwierza się Valentiemu, a potem wszyscy jadą do tej wioski. I co? Jak to brzmi? :) A tak całkiem serio – teraz pracuję nad zupełnie innymi projektami, więc może kiedyś, w przyszłości… :)

4. A z ciekawości – kogo z bohaterów czytanych przez Ciebie książek z największą satysfakcją wysłałabyś na tamten świat?

Ojej, jest ich wielu. Z samej „Dumy i uprzedzenia” – pan Collins. Z klasyki – w „Hamlecie” zawsze mnie wkurzała Gertruda. U Pratchetta jest wiele takich postaci, które chętnie bym kropnęła. To samo u Dostojewskiego. A wiesz, co? Najgorzej jest, kiedy czytam literaturę faktu. Ostatnio miałam przyjemność oddać się lekturze „Burzy nad Atlantykiem” i kiedy przedzierałam się przez te wszystkie decyzjo-rozkazy związane choćby z operacją Dynamo, a także przez przytoczone materiały źródłowe, miałam ochotę wybić połowę polityków i generałów. Na przykład dowódcę francuskiej marynarki. Tyle tylko, że oni kiedyś żyli naprawdę, więc to wyimaginowane mordowanie stało się mało zabawne.

Aha! I jeszcze westerny! W westernach wytłukłabym wszystkie córki pastorów…

5. Co sprawiało największą trudność podczas pisania książki? Intryga, którą trzeba było ostrożnie pleść z drobnych nici, czy może odzwierciedlenie sytuacji na planie filmowym, który dla takich „szaraczków” jak my raczej jest terenem niedostępnym?

Sytuację na planie filmowym już sobie wyobraziłam dużo wcześniej, podczas pisania pracy magisterskiej. Wtedy obejrzałam sporo materiałów tzw. „making of”, wywiadów, on-setów itd. Czytałam też scenariusze filmów, jeśli były gdzieś dostępne, oglądałam zdjęcia, śledziłam etapy pracy nad kostiumami i scenografią. Poza tym z zawodu jestem logopedą medialnym i uczę wymowy scenicznej, więc pracuję z aktorami i lektorami. Także całe tło jakoś wytworzyło mi się samo. Trudność sprawił mi wybór ilości przedstawionych elementów i ich opisu. Na pewno zauważyłeś, że w książce pojawiają się liczne nawiązania do brytyjskiego kina, teatru i telewizji. Bałam się, że ta powieść stanie się czytelna tylko dla freaków na punkcie kultury brytyjskiej. Pewnie trochę tak jest. Zresztą sam w recenzji napisałeś, że początek „Pana Darcy’ego” jest trochę… powolny. A ludzie, który mają świra na punkcie brytyjskiej kultury, piszą mi, że super, bo od razu jest James Ivory, Ang Lee, Kraina Jezior i kpina z angielskich oper mydlanych o lekarzach i prawnikach. Więc chyba jednak nie udało mi się przynajmniej początku stworzyć uniwersalnego. I tu właśnie miałam problem. Jak to zrobić, żeby było i osadzone w konkretnych realiach i konkretnym środowisku, a jednocześnie – żeby każdy mógł się połapać, o co chodzi. I żeby jeszcze do tego nie przeładować terminologią i opisami…

12068807_750299251741740_1526482605589019635_o

6. Gdybyś mogła przekazać przyszłym pisarskim adeptom tylko jedną radę dotyczącą (jak to wyraził Ryszard Ćwirlej) „hodowania literek”, powiedziałabyś, że…

Trzeba się nauczyć, co należy wykreślić. To trudna sztuka, ja jeszcze jej do końca nie opanowałam. Ale to ważne – wykreślanie i czyszczenie tekstu ze zbędnych słów.

Dziękuję za poświęcony mi i czytelnikom czas, życzę powodzenia w dalszej karierze pisarskiej i z niecierpliwością wypatruję kolejnego tomu opatrzonego nazwiskiem Magdaleny Knedler.

Autorką wykorzystanych zdjęć jest Anna Mruk. Stroje uszyte zostały przez Martę Veil, autorkę bloga Buduar Kultury, pozującą na zdjęciu obok Magdaleny Knedler.

Related posts:

Pisarka, która skradła widok z nieba - wywiad z Clarą Sánchez
"Kiedyś wszystko było wolniejsze, nawet kryminały" - wywiad z Joanną Opiat-Bojarską
"Praca tłumacza literatury nie ogranicza się do przełożenia tego, co znajduje się między okładk...

No Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>