„Nie ma złej pogody na spacer” – Linda Åkeson McGurk

9 października 2018

McGurk_Nie ma zlej pogody_mBASIA:

Wiosna i lato to w Polsce czas, kiedy na dworze jest ciepło. Na podwórku widać biegające dzieci, nad jeziorami ludzie odpoczywają. Jesienią i zimą jednak im zimniej, tym trudniej znaleźć człowieka, który z własnej woli wyszedł na zewnątrz. Z dziećmi często jest jeszcze gorzej – przeważnie ogranicza się ich wyjścia do placówki, babci, niani i z powrotem. Oraz do i z przychodni. Alejki spacerowe i place zabaw świecą pustkami. Wszystkiemu winna jest pogoda, krótszy czas jasności, niska temperatura, opady śniegu, deszczu. A gdyby nasza jesienno-zimowa pogoda trwała cały rok? Tak właśnie jest w Szwecji – z tym, że jest jeszcze gorzej, bo u nich wiosna i lato w większości wygląda tak, jak nasza jesień i zima.

Książka jest relacją Szwedki z pochodzenia, zamieszkującej w Stanach, która przez sytuację życiową wróciła na jakiś czas w rodzinne strony. Czas powrotu był dla niej nie tylko okazją do przywoływania przyjemnych wspomnień z dzieciństwa, ale głęboką refleksją nad różnicami międzykulturowymi. Wśród tych zdecydowanie mniej pożądanych było podejście mieszkańców USA do pogody i przebywania na świeżym powietrzu.

Tytułowe „Nie ma złej pogody na spacer…” jest częścią powiedzenia szwedzkiego, dalsza część brzmi: „…jest tylko źle dobrane ubranie”. Zdanie to jest wielokrotnie powtarzane dzieciom, które nie zawsze mają ochotę wyjść na dwór. Współcześnie, niestety, coraz częściej. W Szwecji jednak jeszcze nie ma się czym martwić, w porównaniu ze stanem Indiana, w którym zamieszkała autorka. Konfrontując siebie z tym, jak wyglądało jej dzieciństwo, a jak wygląda dorastanie jej dzieci, porównując przepaść między swobodnymi zabawami na świeżym powietrzu w Szwecji, a intensywnie napiętym planem dnia dzieciaków w USA stwierdziła, że musi coś z tym zrobić. Owocem tych przemyśleń była także książka, którą miałam przyjemność czytać.

Autorka opowiada o swoich doświadczeniach w Indianie, gdzie ludzie dziwnie na nią patrzyli, kiedy spacerowała i… proponowali jej podwiezienie. W USA nie tylko rodzice niechętnie wychodzą na spacer z dziećmi, ale niektórzy potrafią zadzwonić do placówki, żeby dzieci nie wychodziły na dwór, kiedy na niebie zbierają się chmury. W Szwecji tymczasem, w tak zwanych leśnych przedszkolach, dzieci większą część dnia – bez względu na pogodę – spędzają na dworze.

Szwedzkie Friluftsliv to zamiłowanie i pewien styl życia blisko przyrody oraz czerpanie przyjemności z kontaktu z nią, tymczasem w niektórych stanach w USA wszystko (no dobra, PRAWIE WSZYSTKO) da się zrobić podjeżdżając samochodem i nie wychodząc z auta. Dzieci spędzają coraz mniej czasu na dworze przez mnogość zajęć dodatkowych, przez coraz bardziej pochłaniające ich media społecznościowe i Internet, ale także przez niewiedzę i strach rodziców.

Linda porównuje i opisuje tak nie tylko zabawy dzieci, ale także ogólne podejście do życia i świata. Porusza tematy dbania o przyrodę. Szwedzi na przykład – jako jedyni na świecie – importują śmieci z Europy, ponieważ ich elektrownie funkcjonują właśnie dzięki nim. Problem w tym, że Szwedzi segregują je tak skrupulatnie i produkują ich tak mało, że ich przerób jest niewystarczający, aby nie było przerw w dostawie prądu. Amerykańskie edukacyjne zajęcia dodatkowe, a także brak przerw w szkołach nie przekładają się wcale na ogólnoświatowe wyniki sprawdzające rozwój dzieci. Tymczasem w Szwecji dzieci na przerwach jeżdżą na łyżwach i zjeżdżają na sankach…

Autorka pisze, opierając się na wiarygodnych badaniach, do których podaje źródła. W dodatku, kiedy zagadnienie na to pozwala, robi to w bardzo humorystyczny sposób. Częste przykłady z życia swojego, córek, lub znajomych powodują, że książkę czyta się szybko. Rozdziały poprzedzielane są związanymi z naturą złotymi myślami sławnych ludzi, a także praktycznymi radami autorki, podsumowującymi dane zagadnienie.

Czytając odniosłam wrażenie, że Polska jest gdzieś pośrodku. Daleko nam do przejeżdżających z miejsca na miejsce Amerykanów. Dzięki dosyć ciepłej wiośnie i latu, a także dosyć ciepłym wrześniowym i czasem nawet październikowym dniom Polacy spędzają rekreacyjnie czas na świeżym powietrzu i widzą w nim wartość. Jednak zimą i chłodną, deszczową jesienią ta ilość czasu spędzana poza budynkiem drastycznie spada i pozostawia wiele do życzenia.

Książka zdawałoby się porusza temat głównie dzieci, z których jednak wyrastają dorośli. Dorośli szanujący naturę – bądź nie. Korzyści z przebywania na świeżym powietrzu i jego dobroczynne właściwości były dla mnie oczywiste. We wczesnym dzieciństwie spędzałam z rodzeństwem na dworze większą część dnia. Obecnie każdego dnia musimy wyjść chociaż na chwilę, choćby na krótki spacer. Jednak w trakcie czytania tej książki uświadomiłam sobie, że robię to w minimalnym stopniu, a „zła” pogoda często jest wymówką lub dobrym powodem do powrotu do domu. Od czasu, kiedy zaczęłam czytać, zwracam na to większą uwagę, a sprawdzając pogodę zastanawiam się nie „czy wyjdziemy” i „na jak długo”, ale „jak się ubrać, abyśmy mogli jak najlepiej ten czas wykorzystać”.

Polecamy serdecznie!!!

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
gorąco dziękujemy Wydawnictwu er

Autor książki: Linda Åkeson McGurk
Tytuł książki: Nie ma złej pogody na spacer: Tajemnica szwedzkiego wychowania dzieci
Tytuł oryginalny: There’s No Such Thing as Bad Weather: A Scandinavian Mom’s Secrets for Raising Healthy, Resilient, and Confident Kids (from Friluftsliv to Hygge)
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Izabela Mazurek
Liczba stron: 384
Kategoria: Literatura naukowa i popularnonaukowa
Gatunek: \Nauki społeczne
Forma: Poradnik
Rok pierwszego wydania: 2017
Rok pierwszego polskiego wydania: 2018

Related posts:

No Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>