„Na ratunek Zielonej Dolinie” – Renata Opala

12 października 2017

T259387BASIA:

Opis wydawcy
Na Zieloną Dolinę, w której do tej pory ludzie żyli w spokoju i szczęściu, pada strach. Oto czarny łabędź wygania z zamku królewnę Oleńkę i jej rodziców. Stawia też dziwny warunek. Jedzenie ma mu przynosić codziennie inna dziewczynka, a ta, która wejdzie do pałacu, już nigdy nie wróci do domu. Czy mieszkańcy spełnią żądania nieznajomego? Jaką tajemnicę skrywa czarny ptak? Czy uda się zdjąć z niego zły czar? I jaką rolę odegrają Szymek i jego niezwykłe zwierzęta?

Moje subiektywne wrażenie:
Bardzo dziwna opowieść dla małych dzieci (?), łącząca ze sobą świat bajkowy ze współczesnością. Jest król, królowa, zaczarowany łabędź, jest też… komputer?! Ale po kolei.

W Zielonej Dolinie mieszka król i królowa. Mają oni córeczkę – księżniczkę Aleksandrę. Pewnego wieczoru, kiedy już leżała w łóżku, czekając na specjalny sen z komputera, przyleciał Czarny Łabędź, który grubym głosem kazał się wynieść rodzinie królewskiej z zamku. Następnie wokół zamku kazał postawić mur i każdego dnia przychodzić do zamku może jedna dziewczynka z koszem pełnym jedzenia.

Okiem pedagoga:
Na okładce widnieje znaczek o sugerowanym wieku 4+. Taka adnotacja jest dla mnie bardzo ważna – dzięki niej książki dla dzieci mogą kupować nie tylko rodzice, którzy znają swoje dziecko. Im bardziej się w ten sposób ułatwia zakup wujkom, ciociom, dziadkom i znajomym -m tym lepiej. Bajka łączy w sobie zawsze aktualne tematy, jak przyjaźń, empatia, współpraca, pomoc, walka dobra ze złem. Litery są duże, zdania są proste, obrazki ładne, wyraźne, staranne. Całość podzielona jest na osiem odcinków, idealnych – każdy na jeden wieczór, choć… niestety są bardzo nierówne, jedne dłuższe, inne krótsze. Niemniej, dla niektórych to akurat może także stanowić zaletę, kwestia gustu.

Zauważam też parę wad:
1. Wszyscy boją się ptaka? Rodzice, ba! Król z królową boją się łabędzia, bo on grubym, ochrypłym głosem trochę ich postraszył. Wszyscy poddają się mu bez wahania, nikt z nim nie pertraktuje, nikt z nim nie walczy, nikt nawet nie próbuje z nim rozmawiać. Czego to uczy małe dziecko? Niczego dobrego.

2. Scena z odkryciem Szymka, kim naprawdę jest i próbą zabicia łabędzia jest dosyć mocna i zawiera rady, jak szybko zabić. „Odetnij mi głowę, zrób to jednym cięciem, żebym nie cierpiał” – jak dla mnie trochę za wcześnie na takie rady w czwartym roku życia…

3.Poza tym książka utrwala stereotypy. Do łabędzia mogą przychodzić tylko dziewczęta, bo… „To proste. Pomyśl. Pożywienie jest potrzebne nie tylko mnie, lecz także dziewczynkom i to codziennie więcej. Ale nawet do głowy im nie przyjdzie, że bez trudu mogłyby się mnie pozbyć”. Wniosek: są takie słabe, nic mu nie zrobią i będą się razem bawić. Co to wdrukowuje małym dziewczynkom? Jesteś słaba, nie myślisz. Ratuje je oczywiście chłopiec. To już nie te czasy, kiedy płeć piękna to tylko bezbronna istotka, a autorka, mimo że także jest kobietą, chcąc być współczesną wprowadza do baśniowego świata komputer, a zapomina o wyprowadzeniu z niego błędnych schematów. Nie mam nic przeciwko mężnym rycerzom, ale białogłowy to także istoty myślące.

4. Komputer mający wnieść sama nie wiem, co… świeżość, nowoczesność, młodość? Jest przede wszystkim sztuczny, nie wiem… ja tego nie kupuję.

5. „Dziewczynka zmoczyła ręce w akwarium ze złotymi rybkami, zakładając że wystarczy to za porządne mycie”. Nie wiem, kto popłynął: autorka czy redaktor, ale to jest po prostu niesmaczne. Biedne rybki… co na to rodzice? Tutaj przydałaby się nowoczesność „porządnego” mycia rąk, takiego pod bieżącą wodą, z mydłem. Nie chcę wnikać, jak wygląda nieporządne umycie rąk według autorki. Kiedy zestawić to z faktem, że bohaterka potem powoli i dostojnie usiadła do stołu, to jakoś mi to nie gra. ..

6. „Rośliny nie zaspokoją twojego głodu i nie zdołają utrzymać cię przy życiu. Śmierć głodowa jest straszna…”
Nie jestem wegetarianką, ale to zdanie budzi mój wewnętrzny sprzeciw. Wiele ludzi odżywia się tylko roślinami i nie umierają z tego powodu. Poza tym kolejny raz mowa o śmierci. Temat śmierci nie jest dla mnie tabu, ale poruszany w taki sposób nie bardzo mi się podoba.

Mimo że szybko się czyta i Zosia była zaciekawiona słuchając jej, nie do końca zgadzam się z treściami i przekonaniami, jakie niesie jej przeczytanie. Może szukam dziury w całym, ale jeśli mam wybór, to wolę książki, których nie muszę dzieciom prostować czy zmieniać co trzecie zdanie. Zanim kupisz – zastanów się.

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
gorąco dziękujemy Wydawnictwu Skrzat.

Autor książki: Renata Opala
Tytuł książki: Na ratunek Zielonej Dolinie
Język oryginalny: polski
Liczba stron: 68
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: Dziecięca
Forma: Powieść
Rok pierwszego wydania: 2017

Related posts:

"Pierwszy telefon z nieba" - Mitch Albom
"Magia olewania" - Sarah Knight
"Peter Pan" - James Matthew Barrie [ze słownikiem]

No Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>