„Martwe ciała” – Waldemar Ciszak, Michał Larek

6 lutego 2017

martwe-cialaPRZEMEK:

Opisywana przeze mnie tydzień temu książka „Mężczyzna w białych butach” duetu Ciszak & Larek nie jest pierwszą autorstwa tej dwójki panów. Wspólnie „zadebiutowali” w 2014 roku, wydając własnym sumptem „Martwe ciała” – jeszcze bardziej makabryczny zapis faktograficzny o innym seryjnym mordercy, grasującym w Poznaniu i nie tylko.

Ich wzrok padł na Edmunda Kolanowskiego, „zimnego chirurga”. Człowieka, który miał skłonności nekrofilskie, ale dzikie żądze popchnęły go jeszcze dalej. Nasza „przygoda” rozpoczyna się w zupełnie odmiennej sprawie – ot, na poznańskich zaginęła w latach ’80-tych nastoletnia dziewczyna. Jej poszukiwania nie przynosiły oczekiwanych rezultatów, dopiero po pewnym czasie udało się odkryć miejsce zakopania jej zwłok.

Równocześnie ktoś nagminnie bezcześcił groby na cmentarzach – m.in. na Miłostowie – wykopując świeżo zasypane trumny kobiet i odcinając ich narządy rodne, a następnie zabierając je ze sobą. Jak się okazało, w obu przypadkach na pierwszy ogień podejrzeń wysunął się ten sam mężczyzna – Edmund Kolanowski. I wydawałoby się, że oto historia kończy się niejako „happy endem”, sprawca zatrzymany, sukces odtrąbiony, można żyć spokojnie i bezpiecznie. Nic bardziej mylnego. Kolanowski bowiem dość szybko okazuje się tyleż nieprzewidywalny i nieprzenikniony, co – delikatnie mówiąc – niespełna rozumu.

Muszę przyznać, że choć w porównaniu z „Mężczyzną w białych butach” widać, że ta książka jest nieco bardziej „surowa”, w pewnym sensie „sztywna”, to jednak nijak nie przeszkadzało mi to w odbiorze. Jak sam tytuł sugeruje przecież, troche sztywno być musi – ale, już zupełnie poważnie, istotną rolę odgrywa tutaj nie tyle styl autorów, co osobowość portretowanego psychopaty. I powiem Wam szczerze, że to właśnie zapisy rozmów i przesłuchań z nim w roli głównej, a także oględzin, wizji lokalnych i innych czynności zrobiły na mnie największe wrażenie (choć to źle słowo w jego przypadku). O, najbardziej mną wstrząsnęły – tak bym to chyba najlepiej ujął.

Choć to, o czym teraz powiem to zdecydowanie malutki „smaczek”, błahostka czy drobnostka, to jest to też pierwsza książka z gatunku literatury faktu, której jednego z bohaterów (pobocznych, ale istotnych) miałem okazję poznać osobiście. Ba, nie wiedziałem, ze postać ta pojawi się na łamach „Martwych ciał”, tym większe było moje zaskoczenie, gdy ujrzałem w książce znane i imię i nazwisko (i nie ma tu mowy o zwykłym zbiegu okoliczności, jak to się mówi: #sprawdzoneinfo). To zaś sprawiło, że też nieco łatwiej było mi wgłębić się w referowaną przez Waldemara Ciszaka i Michała Larka sprawę.

Jeśli nie straszne Wam historie prawdziwych zbrodniarzy i psychopatów, bądź interesuje Was kryminalna historia Polski (a w tym przypadku głównie Poznania), odważcie się sięgnąć po „Martwe ciała” – oczywiście te papierowe, broń Boże dosłownie! Wiem, że istnieje pogląd, że historię powinniśmy tworzyć, a nie rozpamiętywać, ale w tym przypadku zdecydowanie lepiej pozostać przy lekturze ;) I choć zachęcam Was pół żartem, pół serio – to ostrzegam, że w sprawie Edmunda Kolanowskiego zdecydowanie nie było miejsca na śmiech…

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
gorąco dziękujemy Michałowi Larkowi.

Autor książki: Waldemar Ciszak, Michał Larek
Tytuł książki: Martwe ciała
Język oryginalny: polski
Liczba stron: 192
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: Literatura faktu
Forma: Powieść
Rok pierwszego wydania: 2014

Related posts:

"Porąb i spal: Wszystko, co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie" - Lars Mytting
"Korytarzem w mrok" - Lois Duncan
"Latarnik" - Camilla Läckberg

No Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>