„Krew i stal” – Jacek Łukawski

22 marca 2016

krewistalGdyby zamiast przedstawiania autora i tytułu książki wpis nazwał hasłem „O pewnej powieści fantasy z czasów słowiańskiego średniowiecza”, najpewniej z góry założylibyście, że na scenę wkroczy zaraz Geralt z Rivii. Tymczasem już recenzując „Drogę do Nawi” Tomasza Duszyńskiego sugerowałem na Facebooku, że Wiedźmin ma konkurentów.

W przypadku „Krwi i stali” głównym bohaterem jest… Martwa Ziemia. To osnuty niebezpieczną mgłą obszar, na którym sto pięćdziesiąt lat temu zderzyły się dwa zaklęcia. Teraz w drogę do zapomnianej krainy za tą strefą, przechodząc wąskim przesmykiem, wyruszyła wyprawa. Celem wędrowców było znalezienie w starym klasztorze pewnych przedmiotów, które powinny wrócić do królestwa, nim mgielna zasłona zniknie na dobre. Niestety – cała grupa przepadła bez wieści…

W ślad za nimi wyrusza kolejna ekipa, pod dowództwem zaprawionego w boju oficera Dartora. Prawdziwy cel misji zna jednak tylko przewodnik – przysłany z polecenia króla tajemniczy Arthorn. Ani on, ani wojacy nie wiedzą jednak, jaki los zgotowali im bogowie.

Tak, jak do niektórych powieści fantasy jakoś nie umiem się przekonać (nie bez kozery „Władca pierścieni’ i „Wiedźmin” wciąż przede mną…), tak tym razem udało mi się niemal natychmiast wsiąknąć w fabułę na dobre. Owszem, po części dlatego, że kocham powieści rozgrywające się w średniowieczu – ale to nie jedyny powód. Arthorn jest postacią, której nie sposób polubić, mimo że on sam miałby na ten temat najpewniej inne zdanie, a za taką opinię rozpłatał mnie mieczem. Bystry, przezorny, kreatywny w trudnych chwilach, ale i waleczny kiedy trzeba. Takich hardych bohaterów lubimy, zwłaszcza gdy biorą na siebie nie lada zadanie.

Trzeba jednak przyznać, że postać Arthorna (jak i inni, barwni bohaterowie) to nie jedyny atut tej powieści. Bardzo zaintrygowała mnie wyprawa w nieznane – za, jak i wewnątrz Martwej Ziemi. Bo oto nikt, absolutnie nikt nie wie, co czeka odważnych (lub głupich, choć to podobno lubi iść ze sobą w parze), którzy się tam zapuszczą. Na dodatek po poprzedniej wyprawie nie pozostało nawet echo, a jedyna pewna wiedza datowana jest półtorej wieku wstecz. Poszlibyście? Ja nie, Arthorn, Darfor i inni tak. I to jest fascynujące – czytelnik z rezerwą śledzi, jak poszło innym.

Co jeszcze przykuło moją uwagę i podbiło serce, to estetyka książki jako przedmiotu. Przepiękna okładka, elegancka mapa krainy na pierwszych stronach, grafika na stronach rozpoczynających rozdziały i… cudowne inicjały tamże. Nie wiem, czy zachwycanie się takimi szczegółami jest normalne, ale trzymając takie cudo w ręce ma się wrażenie, że to nie jest byle jakie dzieło. I powiem więcej – to nie tylko wrażenie!

Zatem spakujcie tobołek, objuczcie konia, naostrzcie miecze i sztylety, a potem dołączcie do Arthorna i towarzyszy, by wyruszyć na wyprawę w nieznane. W końcu – każdy lubi przygody, prawda? ;)

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
gorąco dziękuję Wydawnictwu SQN.

Autor książki: Jacek Łukawski
Tytuł książki: Krew i stal
Język oryginalny: polski
Liczba stron: 376
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: Fantasy
Forma: Powieść
Rok pierwszego wydania: 2016

Related posts:

"Opowiastki dla małych uszu" - Joanna Wachowiak
"Elmer. Słoń w kratkę" - David McKee
"Reksio. Najlepsze przygody" - Anna Sójka, Maria Szarf

8 Comments

  • Hrosskar 22 marca 2016 at 15:42

    Widzę, że i Tobie bardzo przypadła do gustu :D

    • Przemek 23 marca 2016 at 17:20

      Tak, bardzo pozytywne wrażenie na mnie zrobiła i mega się cieszę, że to będzie trylogia bodajże :)

  • Katarzynka 23 marca 2016 at 09:22

    Mi również bardzo przypadła do gustu „Krew i stal”. Słyszałam wiele porównań do „Wiedźmina”, który jest moją traumą z wczesnych lat nastoletnich i absolutnie nie mogę się z tym porównaniem zgodzić. Książka Łukawskiego jest na pewno przyjemniejsza w odbiorze, chyba przez swój realizm.

    • Przemek 23 marca 2016 at 17:21

      „Wiedźmin” ciągle przede mną, jak już wspominałem w recenzji, ale fakt, że Łukawskiego czyta się bardzo przyjemnie :)

      • Katarzynka 23 marca 2016 at 21:39

        Ja zaczęłam od nieprzeczytanego przez Ciebie Tolkiena i przez długi czas po lekturze każda książka fantastyczna wydawała mi się… niedoskonała. Wszyscy polecali mi Sapkowskiego, miałam kilka podejść, ale ostatecznie romansu z tego nie było.
        Z ciekawości, jakie polskie książki fantastyczne oprócz zrecenzowanej powieści Łukawskiego przypadły Ci do gustu? Ja mam ostatnio prawdziwy szał na Wegnera :D

        • Przemek 24 marca 2016 at 13:08

          Teraz pytanie, czy masz na myśli fantasy czy sci-fi też wchodzi w rachubę? ;) Bo z tego pierwszego gatunku to chyba tylko linkowana w recenzji „Droga do Nawi” Tomasza Duszyńskiego ;)

          • Katarzynka 24 marca 2016 at 21:21

            Sci-fi chętnie :) Duszyńskiego już obadałam, prawdę mówiąc pierwsze słyszę.

  • Katarzynka 24 marca 2016 at 21:22

    Tzn. pierwszy raz przeczytałam o tym autorze tutaj :D Od rana na nogach, nie pomaga mi to w sensownej składni.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>