„Klamki i dzwonki” – Magdalena Knedler

2 września 2016

klamkiidzwonkiPRZEMEK:

Lubię powieści z dziwnymi tytułami. No, właściwie to lubię, gdy tytuł jest zaczerpnięty z jakiegoś źródła. Tak było w przypadku „Ludzi w nienawiści” Krzysztofa A. Zajasa, analogicznie jest też z opisywaną dzisiaj książką. Zacznijmy jednak od początku…

Eliza Ostaszewska zarabia na życie, pracując w lokalnej bibliotece oraz udzielając korepetycji. Niedawno udało jej się do spełnić jedno ze swoich marzeń: wydała tomik wierszy oraz zorganizowała swój wieczór autorski w jednym z zaprzyjaźnionych pubów. Nie na jednak szczęścia w miłości – z facetami jej się nie układa, a ten jeden jedyny, za którym szalała skrycie na studiach, przepadł bez wieści. Tymczasem dawna przyjaciółka wzywa ją do szpitala – sprawa jest podobno pilna.

Albert Dębski ma żonę, z którą mu się zupełnie nie układa, a rozwód niejako wisi w powietrzu. Mężczyzna zaharowuje się każdego dnia w założonej przez siebie kancelarii prawnej o specyficznej, choć nieprzypadkowej nazwie „Harpia”. Chcąc wyręczyć kolegę, dociera do szpitala, w którym ma zająć się ostatnimi szlifami umowy z pewną klientką. Kobieta jest nieuleczalnie chora i zamierza dwunastoletnią córkę oddać prawie w opiekę swej dawnej przyjaciółce.

Los sprawia, że linie życia Elizy i Alberta po raz kolejny próbują się przeciąć. Czy będzie im dane się połączyć w jedną, grubą i silną więź, czy znów rozminą się, jak parę lat temu? Co w tej sprawie ma do powiedzenia nastoletnia Agata, która ma zamienić matkę na nieznaną bliżej ciocię?

Choć fabuła tej powieści wydaje się w tym momencie prosta i przejrzysta, to jednak los bohaterów – podobnie jak i nasze życie – nie jest taki oczywisty. Są chwile radości i śmiechu, są jednak także te przepełnione smutkiem i goryczą. Magdalena Knedler nie rysuje przed nami sielankowego love story, w którym on i ona biegną w tym samym kierunku, w stronę słońca i tęczy (a najlepiej jej końca, z garnuszkiem pełnym złota). O nie – czytelnik dostaje bardzo „życiową” opowieść o miłości, poświęceniu, odwadze (przybierającej różne formy, w zależności od sytuacji)… A co mają z tym wspólnego tytułowe klamki i dzwonki? Tego nie zdradzę ;)

Przyznam się natomiast, że tak, jak do tej pory raczej unikałem powieści obyczajowych – a jeśli już czytałem, to najpewniej przypadkiem – tak po lekturze tej książki zamierzam nadrobić zaległości i przeczytać co najmniej klasykę tegoż gatunku. Liczę też po cichu (choć znając doświadczenia bohaterów, powinienem raczej te swoje marzenia wykrzyczeć), że Magdalena Knedler nie poprzestanie na jednej tylko obyczajówce i uraczy nas niebawem kolejnymi opowieściami, które będziemy chłonąć jak gąbka ;)

Premiera książki już za kilka dni, 08.09.2016 :)
Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
gorąco dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

Autor książki: Magdalena Knedler
Tytuł książki: Klamki i dzwonki
Język oryginalny: polski
Liczba stron: 352
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: Społeczna, obyczajowa
Forma: Powieść
Rok pierwszego wydania: 2016

Related posts:

"Wewnątrz umysłu kierowcy Grand Prix" - Christopher Hilton
"Polak potrafi, Polka też... czyli o tym, ile świat nam zawdzięcza" - Jan Wróbel, Ewa Wrób...
"Myszorek Jorge i Papież Franciszek. Tajemnica Jerozolimy" - Stefano Gorla

No Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>