Jakie kryminały czytają polscy pisarze i pisarki?

15 maja 2015

krym

Organizując u siebie na stronie #TydzieńKryminalny zacząłem się zastanawiać nad tym, jakie kryminały czytają na co dzień pisarki i pisarze, których cenię, czytam, obserwuję, znam… Najprostszym sposobem było po prostu zapytać i tak właśnie uczyniłem. Jedni odpisali krótko i zwięźle, inni się rozpisali ;) ale wierzę, że każdy równie szczerze podzielił się ze mną i z Wami swoimi preferencjami pod kątem kryminałów. Zatem, nie owijając w bawełnę, oto odpowiedzi, jakie otrzymałem:

1512117_884964758180787_2045342777075283488_o

Joanna Opiat-Bojarska
Autorka m.in. „Konesera

Nie segreguję ulubionych kryminałów według nazwisk ich twórców. Zapamiętuję obrazy, które przedstawiają, przekonujący i wciągający klimat oraz tempo akcji. I tak – kryminały, które sobie cenię, w moim analitycznym podejściu wyglądają następująco: Uwielbiam mrok i smród kryminałów Marka Krajewskiego. Cenię sobie niespieszne, powiedziałabym nawet leniwe i ociekające wódką kryminały Ryszarda Ćwirleja, realistyczne opisy mózgu rozbryzganego na chodniku we „Wściekłym psie” Ziółkowskiego. Lubię pocić się lub marznąć z Marcinem Ciszewskim (choć „Upał”, „Mróz” czy „Wiatr” to raczej thiller/sensacja). Uwielbiam przyspieszenia akcji u Nesbo, ekonomiczny wątek i utrzymywanie napięcia Larssona. Przede mną leży „Zostań ze mną” Harlana Coben (pozycję tą polecił mi mój konsultant). Przeczytałam blurba (oraz kilka akapitów) i coś czuję, że Coben dołączy do mojej listy ulubionych….

11060988_353003288242233_4122555946063634922_o

Katarzyna Puzyńska
Autorka m.in. recenzowanego dziś „Motylka

Ulubione powieści kryminalne (i zawierające wątek kryminalny) Katarzyny Puzyńskiej (kolejność przypadkowa):

  • Wszystkie Agathy Christie
  • Stieg Larsson – Trylogia Millenium
  • Camilla Läckberg – Seria o Fjällbace
  • Håkan Nesser – Seria o inspektorze Barbarottim
  • Umberto Eco – ”Imię róży”
  • Fiodor Dostojewski – „Zbrodnia i kara”
  • Åke Edwardson – Seria o komisarzu Eriku Winterze
  • Yrsa Sigurdardottir – Seria o Thorze Gudmundsdottir
  • Bernard Minier – „Bielszy odcień śmierci”
  • Simon Beckett – „Chemia śmierci”
  • Tom Rob Smith – „Ofiara 44” („System”)
  • Gillian Flynn – „Mroczny zakątek
  • Kathy Reichs – Seria o Temperance Brennan
  • Tess Gerritsen – Seria o Rizzoli i Isles
  • Eduardo Mendoza – Trylogia w czterech częściach o fryzjerze damskim
  • Harlan Coben – Powieści o Myronie Bolitarze

mroz

Remigiusz Mróz
Autor „Kasacji” i „Wieży milczenia
oraz czterech innych książek
a także około 20 nieopublikowanych jeszcze,
a już skończonych powieści

Nie będę oryginalny. Absolutnym numerem jeden jest dla mnie ten, od którego zaczął się międzynarodowy run na skandynawskie kryminały. Jego nazwiska właściwie wymieniać nie trzeba, bo każdy wie, o kogo chodzi.

Nie był oczywiście prekursorem gatunku. Jego ojcami są tacy pisarze jak Mankell, Nesser czy Edwardson, ale to właśnie on wyprowadził tak zwany nordic noir na arenę globalną. I sprawił, że teraz wydawcy każdą skandynawską pozycję reklamują jako „nowego Stiega Larssona!”.

Dlaczego tak jest? W zasadzie trudno powiedzieć. Uwielbiam trylogię Millennium, ale gdy porządnie się nad tymi książkami zastanowić, wcale nie wydają się arcydziełem. Główny bohater jest raczej mało wyrazisty, występuje dużo wątków pobocznych, które w pewnym momencie po prostu się urywają, a do tego dostajemy sporo nieistotnych informacji. O ile dokładny opis kwiatów można przełknąć, o tyle fakt, że Lisbeth Salander kupiła w IKEI dwie sofy Karlanda, pięć krzeseł Poäng, stolik do kawy Svansbo i kilka stolików okolicznościowych Lack, nie wydaje się już tak interesujący.

A mimo to te książki można czytać po kilka razy, bo coś w nich jest. Co konkretnie? To samo, co sprawia, że uwielbiam także inne skandynawskie kryminały.

Po pierwsze, realizm. W tym przypadku wyjątkowy – Larsson na własne oczy widział zbiorowy gwałt na pewnej dziewczynie, dokonany przez swoich znajomych. Fakt, że jej wtedy nie pomógł, odcisnął na nim piętno do końca życia. I te emocje widać w scenach z Salander, przez co czytelnik nie może przejść obok nich obojętnie. Nie chodzi o sam opis przemocy, bo te występują w rozlicznych książkach – tutaj istotny jest ładunek emocjonalny.

Po drugie, forma. W skandynawskich kryminałach nie ma miejsca na kwieciste opisy, zawoalowane metafory (może z wyjątkiem Edwardsona) czy skomplikowane konstrukcje, które odciągają uwagę od tego, co dzieje się na kartach książki. Weźmy pierwszą powieść Nessera (kryminalną, bo wcześniej próbował sił w innych gatunkach), Nieszczelną sieć. Nie ma tam chyba jednego zbędnego słowa, tym bardziej zdania. Widać, że Håkan Nesser (z zawodu nauczyciel szwedzkiego) rzeźbił w tej formie dopóty, dopóki nie uzyskał czystego, zadowalającego efektu.

Po trzecie, mrok. Mrok, który w jakiś sposób nas przyciąga, tym bardziej, że dla osób z zewnątrz Skandynawia jawi się jako zlepek opiekuńczych, spokojnych państw. I nawet Stieg Larsson, mimo całego swojego lewicowego światopoglądu, dostrzegał, że pewne rzeczy się nie sprawdzają – i nieraz stanowią jedynie kurtynę, za którą znajdują się mroczne tajemnice i grzechy ludzkiej natury. Wynika z tego pewien kontekst społeczny, który choć nie zajmuje najważniejszego miejsca, zawsze gdzieś się pojawia.

Wydaje mi się, że więcej cech wspólnych w tym gatunku nie występuje. Sam Nesser zresztą podkreśla, że mówienie o „skandynawskich kryminałach” jest co do zasady przesadzone, bo niewiele łączy jego książki choćby z dziełami Larssona czy Edwardsona. Pewnie ma trochę racji, bo ostatecznie najbardziej liczy się to, co różnicuje wszystkie powieści –fabuła. A ta w Millennium gra pierwsze skrzypce. Realizm, forma i mrok schodzą na drugi plan, bo widać, że Larsson podczas pisania trylogii zupełnie przepadł. W efekcie to jedne z tych powieści, przy lekturze których od razu czujemy, że autor włożył w nie całe serce. I może właśnie to stanowi o sile Millennium.

11045385_729218500533241_7267112341171729233_o

Nikodem Pałasz
Autor „Brudnej gry” i „Sam na sam ze śmiercią

Skorzystam z zaproszenia i chętnie polecę czytelnikom bloga 3telnik.pl kilka powieści. Ponieważ sam piszę kryminały, chciałbym zwrócić Waszą uwagę na kilka tytułów związanych z tym gatunkiem, ale trochę nietypowych.

1. Zacznę od „Dochodzenia” Davida Hewsona. Hewson nie jest zbyt popularnym pisarzem w Polsce i myślę, że warto to zmienić. Inna sprawa, że dotychczas nie było zbyt wielu tłumaczeń jego książek. Hewson jest 60-o letnim Brytyjczykiem, debiutował w 1986 roku. Dochodzenie (The Killing) napisane jest na podstawie scenariusza serialu pod tytułem… The Killing. Ja serialu nie oglądałem, zacząłem od książki. Spodobały mi się tu trzy rzeczy. Po pierwsze autor bardzo dobrze wyprowadza czytelnika na ślepe tory. Podejrzani są prezentowani po mistrzowsku, kilka razy można było odnieść wrażenie, że sprawca jest już znany, a tutaj okazuje się niewinny i trzeba tropić kolejnego. Po drugie podoba mi się styl Hewsona – zwięzły, konkretny, a zarazem utrzymujący niesamowite napięcie. No i po trzecie świetnie sportretowani są bohaterowie, mają swoje historie, problemy,  przeszłość… Blisko 800 stron, od których nie można się oderwać. W skali do sześciu, ode mnie szóstka. Przyznaję… pomysł umieszczenia spisu bohaterów na początku książki ściągnąłem właśnie z „Dochodzenia” :)

2. Druga rzecz, którą Wam polecę to „Ostatni dzień lipca” Bartłomieja Rychtera. Akcja powieści rozgrywa się w 1944 roku w Warszawie, tuż przed wybuchem i na początku Powstania. Śledztwo dotyczy zabójstwa Zosi, młodej dziewczyny działającej w konspiracji. Nie prowadzi go policjant lecz adwokat, brutalnie doświadczony przez okupacyjną rzeczywistość. Jeśli ktoś lubi ten okres historii Polski, to zdecydowanie pozycja dla niego. Jeżeli nie interesują Was kryminały retro, to warto sięgnąć po tę powieść dla ciekawie skonstruowanych bohaterów – Polaka i Niemca, żołnierza Wehrmachtu. To co mnie urzekło w „Ostatnim dniu…” to klimat okupacyjnej Warszawy i Powstania Warszawskiego. Na szczególną uwagę zasługuje dbałość o szczegóły, detale, doskonale uzupełniające obraz stolicy sprzed siedemdziesięciu lat. 6/6 Polecam!

3.  Trzeci i ostatni punkt to seria książek, którą czytałem przed laty. Steven Saylor stworzył frapującą postać Gordinusa Poszukiwacza, prywatnego detektywa działającego w… Starożytnym Rzymie. Saylor świetnie przeplata śledztwa Gordianusa z wydarzeniami historycznymi. Pojawiają się prawdziwe postaci historyczne, w tym sam Juliusz Cezar. „Triumf Cezara”, „Zagadka Katyliny„, „Rzut Wenus”, „Ostatnio widziany w Massilii” to tylko kilka powieści z serii Roma Sub Rosa. Warto przeczytać wszystkie!


 

Zaskoczeni odpowiedziami? Zdziwieni? Zadowoleni?
A Wy jakie kryminały czytacie? :)
Podzielcie się odpowiedziami w komentarzach!

Related posts:

Książki, które trzeba przeczytać
"Czy mamy prawo wrzucać dziś wszystkich do jednego worka z napisem: mordercy?" - wywiad z ...
"Od razu wiedziałem, że to musi być kryminał" - wywiad z Geirem Tangenem

One Comment

  • Marta 15 maja 2015 at 12:45

    Czas dopisać do listy kilka pozycji. Świetny pomysł z tymi pytaniami do autorów tego gatunku ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>