Jak postrzegani są pisarze w swoim najbliższym otoczeniu? – wywiad

2 sierpnia 2016

ksiazkownia

Jakiś czas temu pojawiło się w naszym domu takie pytanie, na które nie znaliśmy odpowiedzi: Jak wygląda życie pisarza w swoim najbliższym otoczeniu: osiedle, dzielnica, miasto? Ludzie rozpoznają na ulicy i zaczepiają na każdym kroku, zachowują dystans, czy może nie mają zielonego pojęcia o tym, kto jest ich sąsiadem? Postanowiłem zatem zapytać o to kilkanaście osób, których książki znajdziecie na naszych półkach księgarskich. Oto, co na ten temat sądzą sami pisarze i pisarki: (kolejność alfabetyczna)

PIOTR BOJARSKI:
Cóż, póki co nie jestem Zafónem czy innym Miłoszewskim. Dlatego nie grożą mi żadne niespodziewane oznaki sympatii lub antypatii. Na osiedlu, na którym mieszkam, jestem raczej znany jako dziennikarz, a i to nie powszechnie. O tym, że pisze ponadto książki, wiedzą tylko nieliczni (zwłaszcza sąsiad, którego zaprosiłem niegdyś na promocję jednej z książek) – i lepiej niech tak zostanie. Szczerze mówiąc, nie nadaję się na celebrytę. Źle bym się z tym czuł, dlatego cenię sobie tę odrobinę prywatności. No i tajemnicy, rzecz jasna.

MAGDALENA KNEDLER:
Zdarzyło mi się raz, że na spotkaniu autorskim innej pisarki (dużo bardziej znanej i z większym dorobkiem) rozpoznało mnie kilka czytelniczek. To było miłe, nie powiem. Ale zawód pisarza raczej nie generuje rzeszy oszalałych fanów i paparazzi czyhających na gałęzi drzewa, które akurat sąsiaduje z Twoim balkonem, by zrobić Ci fotkę :) Mój dzień wygląda normalnie – odprowadzam córkę do przedszkola, pracuję, odbieram córkę i popołudnie spędzamy razem. Często na placu zabaw. Tam również nikt mnie nie rozpoznaje :) Raz widziałam, jak w księgarni ktoś oglądał, a później kupił moją książkę. Zauważył mnie (być może ja dość intensywnie przyglądałam się jemu…), nie rozpoznał, a ja miałam ogromną pokusę, żeby się „ujawnić”. Ale szybko pomyślałam, że wypadnie to raczej żałośnie i dałam sobie spokój. Także u mnie proza – w literaturze i w życiu :)

PIOTR LIPIŃSKI:
W większości nie mają zielonego pojęcia. Sąsiedzi zapewne myślą, że całymi dniami śpię w domu. Cenię komfort anonimowości. Odmawiałem spotkań autorskich w miejscu zamieszkania.

IZABELA MILIK:
Myślę, że mogę użyć każdej z tych trzech odpowiedzi i wszystkie będą prawdziwe, gdyż ludzie mają różne osobowości, charaktery oraz zainteresowania. Spotykam się zarówno z dystansem, rezerwą jak i niesamowitą serdecznością. Często słyszę słowo „dzień dobry” i jestem obdarzana uśmiechem, co stanowi dla mnie rzecz niezwykle miłą. Ostatnio rozpoznana przez czytelniczkę zostałam tak przyjaźnie przez nią przywitana, iż będący świadkiem rozmowy mąż spytał, czy owa Pani nie należy do mojej rodziny, której nie zdążył jeszcze poznać. Dla innych osób jestem kolejną klientką w sklepie lub na poczcie, petentką w urzędzie albo mamą, która odprowadza dzieci do tej samej szkoły.

JOANNA OPIAT-BOJARSKA:
Jak wygląda życie pisarza w najbliższym otoczeniu? Jest bardzo różnorodnie, czasem strasznie, czasem śmiesznie, zwłaszcza gdy biegnę gdzieś spóźniona (zwykle jestem spóźniona, bo pisanie za mocno mnie wciąga) i skupiona na literackiej rzeczywistości. Ostatnio na przykład biegnę do samochodu, bo już od kilku minut powinnam czekać na córkę na przystanku. Zaczepia mnie jednak sąsiad i mówi: pani Joasiu, czytałem ostatnio wywiad z panią w gazecie. Uśmiecham się miło, otwieram auto, spóźnienie rośnie, podobnie jak niepokój, który wiąże się z tym, że córka pomyśli, że o niej zapomniałam… a sąsiad zadowolony opowiada o tym, że zauważył mnie na okładce gazety.

To przemiłe, podobnie jak zaczepki znajomych: „o nasza gwiazda”, albo „jaki jest Kammel”? Zwykle jednak czuję się niezręcznie bo w najbliższym otoczeniu jestem Joanną z sąsiedztwa, matką swej córki i żoną swego męża ;) Bardzo wyraźnie oddzielam pracę i pasję jaką jest pisanie od życia. Zdecydowanie wolę bywanie w centrum zainteresowania od całodobowego bycia gwiazdą. Na szczęście nie jestem przemiłą aktorką, którą ludzie oblegaliby na każdym kroku. Niektórzy z moich czytelników meldują mi na fb, że widują mnie niemal codziennie. Zachowują jednak dystans… i w sumie się nie dziwię. Nie wiadomo czego można się spodziewać po mrocznej autorce kryminałów. Podejdziesz w złym momencie i postanowi uśmiercić się na łamach swojej powieści ;)

KATARZYNA PUZYŃSKA:
Najczęściej jest spokojnie. Część osób wie, czym się zajmuję. Zdarza się więc, że niektórzy podchodzą i pytają, czy to ja jestem tą Puzyńską, która pisze książki. Na przykład, kiedy wychodzę na spacer z psem. W większości spotykam się z miłymi reakcjami. Niektórzy próbują wypytać, co będzie się dalej w książkach działo. Milczę jednak, jak grób! Wszystko wyjaśni się w swoim czasie ;)

MARTA REICH:
Mój życie jest bardzo zwyczajne i myślę, że to raczej otoczenie ma wpływ na mnie, niż ja na nie. Ja sama bowiem bardzo dużo czerpię ze swojego sąsiedztwa: z życia dzielnicy, z ulicznych obserwacji, z dynamicznej atmosfery miasta. Uwielbiam podpatrywać zachowania ludzi w małych kawiarenkach, czy wdawać się w rozmowy z paniami z lokalnych sklepików. Takie doświadczenia zawsze mnie inspirują i podsuwają nowe pomysły do książek.

A czy ktoś w tym wszystkim kojarzy mnie? Ha ha, myślę, że na pewno nie. Po pierwsze – wydałam dopiero jedną powieść, więc w ogóle trudno powiedzieć, że jestem pisarką. Po drugie – cudownym przywilejem autorów jest to, że nawet przy rozpoznawalnym nazwisku mogą pozostać w miarę anonimowi, mało kto zidentyfikuje ich po wyglądzie. Mnie w każdym razie raczej nie :) A jeśli już nawet ktoś, kto mnie znał od lat jako swoją sąsiadkę, dowiaduje się, że piszę kryminały, to podchodzi do tego żartobliwie. „Muszę uważać, żeby ci nie podpaść”, albo „Tylko mnie nie otruj kolacją”, lub wreszcie: „taka sympatyczna i nieszkodliwa osoba, jak ty, a pisze TAKIE rzeczy?” – oto, co słyszę, gdy ktoś znajomy odkrywa moje dodatkowe pisarskie hobby :)

MAŁGORZATA ROGALA:
Na razie jedyne rozpoznanie, o którym wiem, odbyło się z inicjatywy Pani bibliotekarki z mojej osiedlowej biblioteki. Trzy i pół roku temu, dwa miesiące po moim debiucie, miałam grypę, więc poprosiłam córkę o wymianę książek. Córka wróciła z wiadomością, że pani bibliotekarka spytała, czy jestem TĄ Małgorzatą Rogalą. Okazało się, że moja pierwsza książka („To, co najważniejsze”) była już w bibliotece i krążyła między czytelnikami. Od tamtej pory jestem tam regularnie rozpoznawana ;), a wszystkie moje książki znajdują się w bibliotecznym katalogu.

Jeśli chodzi o innych ludzi, nie mam żadnych informacji co do tego, czy ktoś mnie rozpoznaje. Być może powodem jest fakt, że od wiosny do jesieni noszę duże ciemne okulary, a w zimę nasuniętą na oczy czapkę i gruby szal zasłaniający połowę twarzy ;).

Co do zaczepek, ostatnio (o poranku) zaczepił mnie gimnazjalista i chciał „pożyczyć” 1,20 zł. Kilka metrów dalej kibicowali mu trzej koledzy.

Tyle, jeśli chodzi o moją lokalną sławę ;)

MARIUSZ ZIELKE:
Nie uważam się za kogoś wyjątkowego i staram się nie stwarzać takiego wrażenia. Nie mam żadnych celebryckich ciągot ani artystycznych manier, stąd moje stosunki z sąsiadami są całkowicie zwyczajne. Mam bardzo dobrych sąsiadów, bardzo różnych i mam wrażenie, że szanujemy się wzajemnie, a nasze stosunki są więcej niż poprawne. Czasami zdarzają mi się zabawne sytuacje, jak to, że ktoś przyjeżdża i puka do domu z pytaniem czy może kupić ode mnie książkę z autografem albo wpisać autograf do książki. To miłe, ale i czasem niezręczne (nie sprzedaję książek). Jako autor książek nie mam więc specjalnie nic do powiedzenia. Dużo ciekawsze sytuacje zdarzały mi się, gdy jeszcze byłem dziennikarzem. Czasem miałem wrażenie, że przejeżdża jakiś dziwny samochód, czasem pod moim domem parkowała jakaś super droga limuzyna znanego biznesmena, a czasem przyjeżdżał kurator, który brał mnie za zwykłego bandziora i na zlecenie sądu sprawdzał, jak żyję, żeby napisać o mnie wywiad środowiskowy (to się wiązało z tym, że jako dziennikarz bywałem oskarżany przez jednego biznesmena z oskarżenia publicznego – nadmienię, żeby nie było wątpliwości, że procesy te prawomocnie już wygrałem; mimo to niektórzy sąsiedzi do dziś się na mnie dziwnie patrzą, jak to na faceta, który ciągle dostaje jakieś pisma z sądu, prokuratury, policji, którego odwiedzają dziwne typy). Takie to moje trochę pokręcone, ale coraz bardziej zwyczajne życie.

Related posts:

Wywiad z "Sienkiewiczem krajów arabskich" - Tanyą Valko
"O wiele łatwiej jest kogoś przestraszyć czy wzruszyć niż rozbawić" - wywiad z Alkiem Rogo...
"Pisanie powieści to nie jest wiosenny spacerek" - wywiad z Robertem Małeckim

No Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>