„Grom i szkwał” – Jacek Łukawski

15 marca 2017

grom_i_szkwal_front_1000pxPRZEMEK:

Kiedy rok temu recenzowałem „Krew i stal” Jacka Łukawskiego, pisałem, że najbardziej znane sagi fantasy wciąż przede mną. Cóż, nic się w tej kwestii nie zmieniło (no, może poza tym, że do wielkich nieobecnych dołączyły powieści Brandona Sandersona – choć tu akurat niektórzy mi delikatnie perswadują, bym się nawrócił). A mimo to zdecydowałem się sięgnąć po „Grom i szkwał”, mając fantastyczne wspomnienia z lektury pierwszego tomu.

Kiedy zamek zostaje opanowany przez Morrończyków, Arthornowi nie pozostaje nic innego, jak wyruszyć za znaną mu już (czytelnikom zresztą też) Martwicę. Gdzieś tam być może przebywa księżniczka Azure, córka zmarłego króla – i dobrze byłoby ją odnaleźć i przywieźć do Wondettel. Równoczesnie na miejscu Garhard stara się opanować sytuację związaną z najazdem Morrończyków. Losy świata wykreowanego przez Jacka Łukawskiego nie tylko ważą się na szale – czujemy wręcz, że owa szala postawiona zostałą gdzieś na bocianim gdzieździe chybotliwej łajby, która wpłynęła w potężny szkwał, któemu towarzyszy burza i grad. Brzmi złowieszczo? Kurczę, tak właśnie jest!

Czytając „Grom i szkwał” cały czas miałem wrażenie, że nie jest dobrze, że źle się dzieje w Wondettel, a biedny Arthorn po raz kolejny ma na głowie wszystko i wszystkich. Czy to źle? Nie, wręcz przeciwnie ;) wprawdzie chwilami ksiązka mi się dłużyła – nie wiem dlaczego, mozę kwestia tego, że czytałem ją nocami – ale to daje dwie opcje, obie równie pozytywne jeśli chodzi o posuwanie się naprzód w lekturze. Albo bowiem jako czytelknik przeżywamy te wszystkie złośliwości losu i kibicujemy Arthornowi w jego misji, albo… stajemy po drugiej stronie barykady i wertujemy kolejne kartki z myślą: „no, to jaką kolejną kłodę mu rzucą pod nogi? ciekawe, jak z tego wyjdzie!” ;) Tak, czy owak, Arthorn jest zdecydowanie wyrazistą postacią, obok której poczynań nie sposób przejść obojętnie – ale o tym już wspominałem po części w recenzji „Krwi i stali” ;)

Historia przedstawiona w „Gromie i szkwale” stanowi bezpośrednią (tzn. taką „z marszu”) kontynuację opowieści z „Krwi i stali” – i tu moja sugestia. Jeśli nie czytaliście jeszcze pierwszego tomu, a kusi Was drugi, to koniecznie przeczytajcie je jednym ciągiem. Jeśli natomiast lektura pierwszej części już dawno za Wami, to wróćcie do niej na chwilę, rozeznajcie się z fabułą i bohaterami. Innymi słowy: nie popełnijcie tego samego błędu, co ja. Otóż „Krew i stal” skończyłem czytać 15.03.2016, równo rok temu. W czasie pomiędzy lekturą pierwszego a drugiego tomu przeczytałem 204 inne książki i naprawdę trudno było mi wskoczyć na nowo w uniwersum wykreowane przez autora. Nie mówię, że to nierealne – bo w końcu się udało, ale zajęło mi to trochę czasu – tymczasem bezpośrednia lektura tom za tomem z pewnością przyniesie Wam same korzyści ;)

Tak, jak w dużej mierze oczekiwałem jeszcze przed lekturą, „Grom i szkwał” to kolejna lektura fantasy, która mi się podobała, co przy moim baaaardzo kryminalnym guście z pewnością należy poczytać za pochwałę w kierunku autora. Z niecierpliwością wpatruję (mam nadzieję) kolejnego roku, a wraz z nim premiery trzeciego tomu cyklu „Kraina Martwej Ziemi”. Z chęcią tam wrócę – koniecznie po szybkiej powtórce, co się do tej pory wydarzyło ;)

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
gorąco dziękuję Wydawnictwu SQN Imaginatio.

Autor książki: Jacek Łukawski
Tytuł książki: Grom i szkwał
Język oryginalny: polski
Liczba stron: 400
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: Fantasy
Forma: Powieść
Rok pierwszego wydania: 2017

Related posts:

"Ostatnia noc w Tremore Beach" - Mikel Santiago
"Maszyny i pojazdy. W mieście" - Monika Wittmann
"Kolekcjoner motyli" - Dot Hutchinson

No Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>