„Farmagedon. Rzeczywisty koszt taniego mięsa” – Philip Lymbery, Isabel Oakeshott

30 listopada 2016

farmagedon_v021-300x448BASIA:

Dla kogo jest ta książka?

Jeśli „Farmagedon” kojarzy Ci się z mięsem – to dobrze, ale to tylko część, tak jak zwierzęta hodowlane to tylko część ekosystemu. Nie jestem wegetarianką i raczej nie będę (choć wszystko się może zdarzyć), zaś sam autor już na początku podkreśla, że nie jest to książka dla wegetarian i nie ma na celu przekonywać do abstynencji, czy tym bardziej odstraszać ludzi od jego jedzenia. Choć oboje (autor i ja) bardzo szanujemy ludzi o tym sposobie na życie ;) Książka jest więc dla wszystkich ludzi, którzy chcą mieć świadomość, co ląduje na ich talerzu, a bardziej do żołądka – i nie dotyczy to tylko mięsa – dla ludzi interesujących się zdrowym odżywianiem, dla osób które myślą, że mają alergię na przeróżne produkty: od jajek, mleka po chleb powszedni, co tak naprawdę związane jest nie z nimi, a z dodatkami i procesem obróbki. Nareszcie – i przede wszystkim – treść tej książki jest dla osób bezpośrednio związanych z hodowlą i przemysłem żywnościowym.

O czym jest „Farmagedon”?

Książka opisuje realne warunki dawnej i obecnej hodowli mięsa i nie tylko. Jak się zmienia rolnictwo i hodowla przemysłowa? Dalekie są one od wmawianych nam od dzieciństwa widoków krówek żujących zieloną trawę na łąkach, kur chodzących i grzebiących w ziemi na rozległym podwórku czy kolorowych pól uprawnych, gdzie obok pszenicy mamy kukurydzę, owies, a dalej łąkę, na której pasą się owce, kozy. Ta rzeczywistość już nie istnieje i jeśli nic się nie zmieni, jeśli my nic nie zrobimy – nigdy już nie powróci.

Książka to nie tylko opis negatywnych praktyk nieetycznego traktowania zwierząt, które masowi hodowcy traktują jak produkt, towar, a nie żywe i czujące istoty. Oprócz opowieści na temat uprzemysłowienia rolnictwa i hodowli nie tylko bydła czy drobiu, ale także ryb, pszczół i wielu innych gatunków zwierząt i roślin, autor przytacza liczne przykłady, jak daleki ma to wpływ na inne zwierzęta, na ludzi i cały ekosystem. Jak zmienia się przez to powietrze, jak cierpią przez to ludzie, jaka jest w tym rola weterynarzy, właścicieli supermarketów i osób innych profesji, związanych z przemysłem żywnościowym.

Kto czytał „Historię pszczół” ten zauważy, że fikcja przyszłości, którą stworzyła Maja Lunde już się dzieje. Na razie w Chinach, ale jeśli nie będziemy wiedzieć, mądrze wybierać i przeciwdziałać, dotrze także i do nas (sady nie są tam już zapylane przez pszczoły, ale przez setki osób wykorzystywanych jako tania siłę roboczą).

W książce znajdziemy zarówno fragmenty o tym, jak praktyki hodowców zmieniły się na gorsze, ale także autor daje nam nadzieję, pisząc o konwencjach, przepisach, zakazach, które udało się wywalczyć, a które mają na celu poprawę dobrostanu zwierząt, a przez to także i ludzi.
Autor jest tak dobry, że nie tylko daje do myślenia, ale także podaje nam gotowe rozwiązania, co możemy zrobić, na co mamy wpływ – i nie chodzi tu o żadne zbieranie podpisów, udział w marszach, choć jeśli tak możemy się zaangażować, to też dobrze. Zadania są konkretne i dla wszystkich.

Co dalej?

Każdy, kto przeczyta tę książkę, będzie zwracać większość uwagę na to, co ląduje w jego koszyku czy na telarzu – na jedzenie, jego jakość, dostawców, rodzaj. Ja dzięki wiedzy postaram się działać w najbliższym mi otoczeniu. Czytanie etykietek i zachęcanie do tego innych naprawdę niewiele kosztuje. Często mówi się, że jednostka niewiele może zdziałać, że walka z korporacjami i światowymi gigantami to walka z wiatrakami, która nie ma sensu, a tym bardziej możliwości sukcesu. Jednostka nie wygra, ale duża ilość takich potencjalnych klientów owszem. Zresztą nie ma co się oglądać na innych – powinno nam zależeć przede wszystkim na zdrowiu swoim i naszej rodziny. Jedzenie w kuchni (w każdym razie polskiej i w każdym razie w dominującej części – jak na razie oczywiście, bo cały czas się to zmienia) przygotowuje kobieta, ale nie oszukujmy się – fast foody najczęściej wybierają mężczyźni, choć nie chcę tu generalizować, a pokazać, że płeć nie ma tu nic do rzeczy – warto, aby wszyscy wiedzieli, czym się karmią. Tak samo status majątkowy: gotowe, paczkowane jedzenie lub wizyta w małych knajpach są tańsze i szybsze niż przygotowanie w domu pełnowartościowego posiłku przy użyciu produktów wytwarzanych w sposób humanitarny, ale na dłuższą metę nie opłaca się to zarówno tym, którzy chcą zaoszczędzić finansowo, jak i czasowo.

Książkę czyta się dosyć szybko, bo mimo że to pozycja popularnonaukowa, to autor bardziej dzieli się swoimi doświadczeniami niż zasypuje nas twardymi naukowymi danymi. Ma swoisty zmysł opowiadacza nie tylko o faktach, ale także o emocjach im towarzyszącym. Jego historie – te śmieszne, te straszne, smutne, przykre, zabawne, mające dobre i złe zakończenie – stają nam przed oczami.

Chcesz wiedzieć więcej – przeczytaj!

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
gorąco dziękujemy Wydawnictwu Vivante.

Autor książki: Philip Lymbery, Isabel Oakeshott
Tytuł książki: Farmagedon: Rzeczywisty koszt taniego mięsa: Fakty o tanim mięsie i fabrycznej hodowli zwierząt
Tytuł oryginalny: Farmageddon: The True Cost of Cheap Meat
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Bartłomiej Kotarski
Liczba stron: 488
Kategoria: Literatura naukowa i popularnonaukowa
Gatunek: Literatura popularnonaukowa
Rok pierwszego wydania: 2014
Rok pierwszego polskiego wydania: 2015

Related posts:

"Moneyball: Nieczysta gra" - Michael Lewis
"Śmieszne kostiumy. Układanki, przebieranki" - wyd. Wilga
"Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce" - Katarzyna Kędzierska

No Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>