„Ene, due, śmierć” – M.J. Arlidge

5 marca 2015

eneduesmiercJak już pisałem na Instagramie, od małego lubiłem wyliczanki. Zresztą nie tylko ja – każde dziecko chyba w swoim życiu dochodzi do tego etapu, że znajomość wyliczanek jest po prostu obowiązkowa: czy to w szkole, czy to podczas zabaw na podwórku. Potem dorastamy, teoretycznie zapominamy o nich, ale jednak mimo to wciąż tkwią gdzieś z tyłu głowy, w jednym z tych najdalszych zakamarków naszej pamięci, gdzie diabeł mówi dobranoc, gdzie wpadają imiona tych wszystkich poznanych na imprezie osób, które potem spotykając na mieście witamy suchym „Siemka”, bo nie pamiętamy imienia… Do dziś pamiętam niektóre (bo najpewniej nie wszystkie) wyliczanki i wierszyki z dzieciństwa, Wy pewnie też.

Dlaczego o tym mówię?

Dlatego, że to właśnie wyliczanka jest głównym, poniekąd nawet tytułowym, motywem powieści M.J. Arlidge, zatytułowanej „Ene, due, śmierć”. Znajdujemy się w Wielkiej Brytanii: Londyn, Southampton i okolice. Z niewiadomych powodó zostaje porwana dwójka nastolatków. Trafiają do starego, wyniszczonego basenu na odludziu i otrzymują zadanie: tylko jedno z nich może wyjść stąd żywe. Albo będą się długo zastanawiać, aż przymrą głodem, albo któreś z nich odważy się sięgnąć po leżący w basenie pistolet i zastrzeli drugiego.

Zeznania ocalałem osoby są spójne i sprawiają wrażenie prawdziwych, jednak równie dobrze można ją posądzać o odchodzenie od zmysłów lub przedstawienie wydumanej historyjki w celu zapewnienia sobie alibi. Kiedy jednak dochodzi do kolejnej, łudząco podobnej sytuacji, inspektor Helen Grace postanawia zrobić wszystko, by podjąć ryzykowną i niebezpieczną grę na zasadach prowadzonych przez nieznanego szaleńca. Nikt nie wie, kim jest porywacz lub porywaczka, wiadomo natomiast, że ma niezwykły „dar” sprawiania, że ludzie stają się dla najbliższych osób wrogami.

Napis na okładce wieści: „Mroczniejszy niż Jo Nesbo”. Czy rzeczywiście? Trochę tak, ale przede wszystkim równie wciągający, interesujący i nieprzewidywalny. Tak, jak nie sposób nie polubić Harry’ego Hole’a (czy też Mankellowskiego Kurta Wallandera), tak i Helen Grace jest postacią, która trafia do czytelnika. Nie jest perfekcyjna, ma swoje problemy, mniej lub bardziej bolesne momenty w życiu, nie jest nieomylna (co czyni ją „uczłowieczoną” bohaterką, a nie chodzącą encyklopedią), ale przede wszystkim zachowuje się w sposób naturalny. Jej postać niemal od razu wzbudziła moje zaufanie.

„Ene, due, śmierć” to dopiero pierwszy tom cyklu (jak na razie czterech) książek M.J. Arlidge’a o inspektor Helen Grace. Premiera drugiego zaplanowana jest na wrzesień 2015 roku, nosić on będzie tytuł „Powiedz, panno, gdzie ty śpisz” i zostanie wydany przez wydawnictwo Czwarta Strona. Osobiście już ostrzę sobie zęby ;) I zapewniam – po lekturze tej książki dołączycie do grona czekających!

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
gorąco dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

Autor książki: M.J. Arlidge
Tytuł książki: Ene, due, śmierć
Tytuł oryginalny: Eeny Meeny
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Agnieszka Brodzik
Liczba stron: 440
Kategoria:
Literatura piękna
Gatunek: Thriller/sensacja/kryminał
Forma: Powieść
Rok pierwszego wydania: 2014
Rok pierwszego polskiego wydania: 2014

Related posts:

"Lato koloru wiśni" - Carina Bartsch
"Stąpając po cienkim lodzie" - Camilla Grebe
"Żniwiarz. Pusta noc" - Paulina Hendel

No Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>