„Carpe diem” – Diane Rose

22 czerwca 2017

carpe_diem_okladka_przodPRZEMEK:

Po literaturę kobiecą, obyczajową, romanse i tym podobne sięgam – jak już zapewne zauważyliście – rzadko. Są jednak książki, obok których jakoś nie potrafię przejść obojętnie – jedna z nich jest władnie „Carpe diem”, literacki debiut Diane Rose, znanej Wam być może na co dzień jako autorka bloga „Recenzje z pazurem” ;)

Rosalie Heart to 22-letnia studentka prawa. Młoda, ambitna, a zarazem doświadczona przez los dziewczyna – z powodu wady serca zostały jej zaledwie dwa lata życia, na czas których zmienia się nie do poznania. Jej mottem stają się tytułowe słowa „carpe diem” – „chwytaj dzień” – dzięki czemu dziewczyna żyje chwilą i stara się nie myśleć o sprawach tak „przyziemnych”, jak miłość czy związek z drugą osobą.

Sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli, gdy Rose poznaje Daniela – o kilka lat starszego od siebie chłopaka, który (jak łatwo się domyślić, z wzajemnością) zawraca jej w głowie. Cóż jednak począć, kiedy zostało się mniej niż sześćset dni życia?

Hmm.. Zacznijmy może od tego, że przyznam się Wam do czegoś. Na tego typu literaturę mówi się czasami, z reguły nieco pogardliwie, „wyciskacze łez”. I kurczę, sporo w tym racji – to kolejna przeczytana przeze mnie w ciągu ostatnich miesięcy powieść (po „Chłopcu w pasiastej piżamie” i „Chłopcu na szczycie góry” Johna Boyne’a), podczas której lektury się autentycznie popłakałem… Mocna, zaskakująca, bardzo emocjonalna i chwytająca za serce – co nie powinno dziwić, skoro chora na serce bohaterka nosi dodatkowo nazwisko Heart, no nie? A mimo to dałem się ponieść płynącym szerokim strumieniem emocjom… i najpewniej nie byłem w tym osamotniony.

Diane Rose w swojej debiutanckiej powieści dokonała tego, z czym chyba nie do końca poradzili sobie niektórzy zagraniczni autorzy, ze tak może nieładnie ujmę, „tego typu powieści”. Nie ukrywajmy, wątek cierpiącej bohaterki i jej miłości pełnej trudu i wyrzeczeń nie jest niczym nowym – pojawił się choćby w takich tytułach jak „Zostań, jeśli kochasz” czy „Moje serce należy do ciebie” – a mimo to „Carpe diem” i wspomniane powieści dzieli ogromna przepaść, z korzyścią dla powieści Diany. Ta historia aż kipi od emocji, tutaj nie ma ani chwili czasu do stracenia – ani dla bohaterów, ani dla czytelnika (a najpewniej czytelniczki, bądźmy szczerzy), strony przewraca się z prędkością bolidu wyścigowego, jakbyśmy chcieli z naszymi literackimi postaciami dojechać do mety jak najszybciej, choćby i na oparach tej miłości, której mieliśmy pełen bak.

„Carpe diem” to powieść, którą po prostu trzeba przeczytać, a Diane Rose to autorka, która – mam nadzieję – zaskoczy nas jeszcze niejedną, równie mocną historią. Czy równie „kobiecą” – nie mam pojęcia, znając jej kryminalne zamiłowanie, ale z pewnością będę wypatrywać kolejnych książek, choć ta wywołała we mnie potężnego, książkowego kaca…

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
gorąco dziękujemy Diane Rose.

Autor książki: Diane Rose
Tytuł książki: Carpe diem
Język oryginalny: polski
Liczba stron: 464
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: Społeczna, obyczajowa
Forma: Powieść
Rok pierwszego wydania: 2017

Related posts:

"Skradziona" - Clara Sánchez
"Operacja Zachód Słońca" - Jørn Lier Horst, Hans Jørgen Sandnes
"Kamfora" - Małgorzata Łatka

One Comment

  • Gandalf 25 czerwca 2017 at 20:41

    Podpisujemy się pod każdym słowem, które pojawiło się w Twojej recenzji. I niech nawet ta książka pozostanie „wyciskaczem łez” – wyciska ich mnóstwo, wywołuje masę emocji, a jednocześnie jest bardzo przemyślana, mądra i nie sposób jej porzucić. Przyłączamy się do niecierpliwego wypatrywania kolejnych książek!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>