„Był sobie szpieg” – Keith Thomson

25 sierpnia 2016

108757-byl-sobie-szpieg-keith-thomson-1PRZEMEK:

Są książki, którzy urzekają nas w niewyjaśniony sposób swoją okładką (tę, swoja drogą, stworzył sam Mariusz Banachowicz). Są i takie, których opis na okładce przemawia do nas na tyle, że bez dłuższej chwili zastanowienia udzielamy im kredytu zaufania. Szkoda tylko, że czasem okazuje się on bardzo wysoko oprocentowany – zwłaszcza, gdy mamy nawyk „obowiązku” kończenia każdej napoczętej książki…

Pokrótce o fabule: Charlie Clark uzależniony jest od obstawiania wyścigów koni. No, jeszcze od ciągłego przegrywania. A, i od zaciągania długów u przesympatycznej, rosyjskiej mafii. Po jednym z takich typowych dni, kiedy to szczęście sie do niego uśmiechnęło tylko w snach, przyjeżdża do domu wraz ze swoim dawno nie widzianym ojcem. Chwilę później budynek wylatuje w powietrze, obaj uchodzą z życiem, a Charlie zaczyna się zastanawiać, czy rosyjscy przyjaciele nie zaczęli stosować nowych metod egzekwowania należności.

Rzeczywistość przerasta jednak jego najśmielsze oczekiwania: Okazuje się, że firma produkująca pralki, zatrudniająca jego ojca – Drummonda – to tylko i wyłącznie przykrywka. W rzeczywistości ojciec to stary szpieg, wyjadacz w tej „branży”. Do tej pory niezawodny, obecnie z jednym, poważnym mankamentem: Alzheimerem. To sprawia, że niektórym zależy na bezpieczeństwie i milczeniu Drummonda, innym zaś na pokierowaniu niewinnych rozmów tak, by odpowiednie rzeczy przypomniał sobie w odpowiednim miejscu i czasie…

Daaawno już nie męczyłem się tak dlugo z żadną książką. Fabuła wydawała się interesująca, blurby zachęcały… Tymczasem okazuje się, że Chuck Hogan (autor „Miasta złodziei”) chyba nie miał nigdy thrillera w ręce, bo dla niego ta książka „to najbardziej porywający thriller, jaki czytałem od lat”… Akcja się ciągnie niemiłosiernie, opcjonalnie gna do przodu, ale od 150 stron tak samo, więc hiperprzewidywalnie.

Jeśli ta powieść czymś mnie zaskoczyła, to… tym, że naprawdę zmuszałem się do jej lektury. To pierwszy thriller, który czytałem, a który nie zmroził mi krwi w żyłach, a uraczył raczej smętną historią o niezbyt rozgarniętych szpiegach… I jeszcze takim kwiatkiem, jaki widzicie powyżej ;)

Podsumowując, książkę najlepiej streszcza chyba sam jej tytuł: Był sobie szpieg. I tyle Wam wystarczy wiedzieć, naprawdę nie musicie zagłębiać się w lekturę…

Recenzja książki w atrakcyjnej cenie jest efektem współpracy z
takczytam

Autor książki: Keith Thomson
Tytuł książki: Był sobie szpieg
Tytuł oryginalny: Once a Spy
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Danuta Fryzowska
Liczba stron: 384
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: Thriller/sensacja/kryminał
Forma: Powieść
Rok pierwszego wydania: 2010
Rok pierwszego polskiego wydania: 2013

Related posts:

"Prawdziwa historia oparta na kłamstwach" - Jennifer Clement
"Nie ma innej ciemności" - Sarah Hilary
"Metoda czarnej skrzynki" - Matthew Syed

One Comment

  • xpil 25 sierpnia 2016 at 16:50

    Ja tam od bardzo dawna hołduję zasadzie pięćdziesięciu stron i jeszcze się na niej nie przejechałem. Jeżeli pierwszych pięćdziesiąt stron mnie nie wciągnie, książka ląduje w Lepszym Miejscu. Są wyjątki, gdzie ze względu na nazwisko autora bądź też przynależność do danej serii trochę tę regułę naciągam, ale nie ma ich zbyt wiele (ostatni raz zrobiłem tak bodajże przy „Spinie” Wilsona – książka okazała się strzałem w dziesiątkę, ale akcja rozkręciła się w okolicach strony bodajże 70).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>