„Wada” – Robert Małecki
Książka / 30 września 2019

PRZEMEK: Trochę kazałem Robertowi Małeckiemu czekać, zanim pozwoliłem mu po raz kolejny wywieźć mnie literacko do Chełmży. Tak, Bernard Gross na tyle pozytywne wrażenie wywarł na mnie podczas lektury „Skazy”, że chciałem sobie przyjemność obcowania z nim po raz wtóry odwlec jak najpóźniej. Zatem mimo, że od premiery upłynęło już nieco czasu, spieszę z recenzją „Wady”, która chyba tytułowego aspektu jest pozbawiona ;) Nad Chełmżą rozszalała się typowa, sierpniowa burza, która w połączeniu ze strasznymi upałami daje się we znaki. Zło jednak nic sobie z tego nie robi – funkcjonariusze policji w pobliżu jeziora, na jednej z leśnych polan znajdują namiot, a w nim i obok niego sporo śladów krwi. Nie ma jednak ciała ofiary, ani tym bardziej tropu, mogącego sugerować, co się wydarzyło w lesie. Wiadomo jedynie tyle, że ofiarą jest prawdopodobnie młoda kobieta. Narzędzie zbrodni też wyparowało, a to oznacza niesamowicie mozolną pracę policjantów, próbujących zrozumieć, co tak naprawdę wydarzyło się na polanie. Równocześnie w ręce Bernarda Grossa wpada kilka nierozwiązanych spraw z przeszłości, zakopanych w czeluściach policyjnych szaf, nadających się do Archiwum X. Wkrótce okazuje się, że istnieją tropy, mogące umożliwić rozwiązanie sprawy sprzed wielu lat. Tylko co to ma wspólnego z zakrwawionym namiotem? Wow, wow, wow!…